Jaki tam mistrz, wygrał z jakimś leszczem z 500 miejsca który grał turniej życia ????
wczoraj Shapovolov robil z nim co chcial. Evans zaczal mecz tragicznie i bylo 0-4. Ten Izraelczyk mial genialna gierke na niego, z jedynki troche asow i serwis do rogu i zawijal wszystko z forehandu do rogow i na siate, wysoki jest i lapal punktow od cholery, stracil raz podanie w 1 secie i sie skonczylo 6-4. 2 set to ten Shapovolov ladowal gemy do zera/15. Evans ledwo ciagnal, dojechal do tie breaka i mlody oddal jakos glupio punkt, ale zaraz na returnie pojechal Evans bylo 3-3. I potem 5-5 i Shapovolov poszedl do siaty, Evansowi wyszedl lob zycia i go przelobowal, ogolnie ten gosc ma taki zasieg, ze to byl jedyny smecz, ktorego nie skonczyl. 3 set to ten Shapo znowu 1 gem do zera, a potem jakos Evans przemeczyl, on sie zmeczyl i zaczal narzekac cos, bylo widac, ze go przystawilo i oddal swoj serwis. Za to Evans mega niepewnie do konca meczu dojechal swoje, wychodzac 2x0-30 i 2x30-40.
Dzisiaj spadki masakryczne na Corrie, ale Evans po wczorajszym meczu zasluzyl na tytul i tez tak bylo.
Ten Corrie wczoraj zagral przecietnie, ten Van Rijthonven to pare meczy wyciagnal jak przegrywal 1 seta, wczoraj moglo byc podobnie w 2 secie, ale ostatecznie przegral. Corrie zagral genialnie z Danceviciem mial swoj dzien. Ale najlepsze jest to,ze on gral tutaj kwale i przegral z Jarrym 0-2.