- Podróżowanie to piekło. To najgorsza strona mieszkania w Australii. Dotarcie do Europy zajmuje mi ponad 24 godziny. A ja nie chcę być tenisistą, który gra w każdym turnieju. Chcę jak najwięcej czasu spędzać w domu, nawet jeśli wiąże się to z tym, że droga w górę rankingu jest trudniejsza - tłumaczył.
- Nienawidzę tenisa. Nie cierpię rozgrywek i tenisowej szatni. Kiedy gram w tourze, chcę być w domu - dodał.