>>> Odbierz prawdziwy ZAKŁAD BEZ RYZYKA! <<<<

Wiesiek typuje!

Fortuna bonus
Camilla P. 13,3K

Camilla P.

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
05/2019
Posty
1653
Miasto
Poznań
Trochę na wesoło, troszkę na poważnie. Przepraszam za wulgaryzmy ale muszą się pojawić aby oddać klimat tej historii. Typy od Wieśka gracie na własną odpowiedzialność.

Odcinek 1

Henryk to ja. Mówią, że jestem hazardzistą i we łbie mi się pokiełbasiło.
Ha! Nie tak daleka rodzina proponowała mi ostatnio wizytę u psychiatry. Mało tego!

Słyszałem też głosy, których słyszeć nie powinienem bo wypowiadane były szeptem gdy próbowałem zasnąć po robocie. A wiecie co słyszałem?
Że Heniek to powinien na leczenie anonimowych hazardzistów się wybrać. Kurwa! Teściowa to zawsze ma pomysły! Ale nie ze mną te numery! Żadne takie tam baby nie będą mówić gdzie powinienem pójść i co robić!

A grać i obstawiać to ja od zawsze kochałem, mówię wam! Zaczęło się już w przedszkolu gdzie założyłem się z Kazikiem o budyń czekoladowy, że nasikam do łóżka podczas leżakowania.

Kazik nie wierzył i powiedział, że deseru nie odda, no to poszedł zakład.
I co? Ha! Po godzinie pałaszowałem budyniek jak się patrzy. Inna sprawa, że pani zagroziła, iż jeszcze raz taki numer i wracam w pieluchy. O, nie! Żadne takie! Nie będzie mi jakieś wypudrowane babsko mówić co mam w gaciach nosić! Dobra, nie ważne.

Potem to już ciągle się zakładałem. W podstawówce, że podpalę dziennik albo wrzucę wychowawczyni pchły do torebki. Podpaliłem! I pchły też wrzuciłem. Skąd miałem? Od grubego Maćka, hodował w pudełku.
Albo pamiętam gdy założyłem się z chłopakami, że zdejmę majtki Ance z 3a. Na wuefie. Taaa, to były czasy...

Oczywiście, musicie wiedzieć, że wszystkie zakłady wygrywałam, a zdobycze kolekcjonowałem u siebie w kredensie. Wtedy nie szło o hajs tylko wygrywałem jakieś resorowce, batoniki, szklane kulki. Młodzi jesteście to pewnie nie wiecie, że resorowce w moich młodych latach to były takie małe autka na resorach. Modele z metalu!
Ha! W kiosku chodziły po cztery stówki czy jakoś tak. Rzecz jasna na stare bejmy. Bejmy to po naszemu kasa czyli pieniądze, inaczej hajs.
No więc kiedyś matula otwiera kredens i wysypuje się stos resorków. "Heniek! Skąd masz tyle tego?!"
Co miałem powiedzieć? Że handluję? Ukradłem? Napadłem na kiosk?
Eee... Powiedziałem prawdę. Że się zakładam i wygrywam. Nie uwierzyła mamuśka. Tydzień za karę z chaty mnie nie wypuszczali! Mniejsza o to.

Potem gdy skończyła się komuna i pojawiły się Amigi i te wynalazki do grania zasuwałem w gry z kumplami. Oczywiście na kasę, a jakże? Zakładałem się. Graliśmy w Sensible World od Soccer albo Pinball Dreams. Ech, do dziś wspominam te piękne czasy gdy wygrywałem z kumplami i złotówki szły rządkiem do portfela.

Potem pojawiły się bukmachery te na ulicach. Szło się po robocie, ślęczało nad ofertami i wysyłało kupony. Dla takich jak ja, czyli kochających się zakładać o wszystko te bukmachery na ulicach to były jak burdele dla seksoholików. Słowem wybawienie, mówię wam.

A, jeszcze muszę wam powiedzieć, że totka też lubiłem grać. Ale potem mi przeszło, nie lubiłem przegrywać, a w totku szóstkę skreślić to była loteria. Raz tylko wygrałem sporo hajsu gdy jeszcze się grało te totoligi czy jak to było.
Na jedenaście meczów wszystkie trafiłem! Do dziś pamiętam jak Miliarder Pniewy i Olimpia Poznań wygrały i byłem jednym z niewielu co to obstawiłem w Totku. Młodzi jesteście to pewnie nie pamiętacie ale takie kluby grały w pierwszej lidze! Taaa, to były czasy! Kto miał wygrać, spaść albo awansować to wygrywał, spadał albo awansował. Kasa, misiu, kasa, jak mówił świętej pamięci Januszek.

Ale ja nie o tym chciałem gadać.
Głównie chodzi o Wieśka. Kim jest Wiesiek pewnie zapytacie. Teraz to zapijaczony degenerat ale kiedyś Wiesiek to był gość! Miał łeb na karku i chłopak zawsze potrafił znaleźć mecz. Młodzi jesteście to nie wiecie ale kiedyś nie mówiło się o obstawianiu. Jak ktoś chciał puścić kupon to pytał Wieśka czy znalazł mecz.

A Wiesiek jak to Wiesiek, przejrzał oferty, pokazał palcem na konkret i się stawiało. Potem każdy szedł do Wieśka z flaszką, postawić mu za dobry typ! Ha, to były czasy, mówię wam.

Swego czasu Wiesiek jeździł najnowszym Fiatem 126p. Wszyscy mu zazdrościli! Potem przesiadł się do Audi setki i jeździł na taryfie. A jeszcze później gdy już było po komunie i pojawiły się te bukmachery na ulicach, kolega Wiesiek wskoczył do nowego Mercedesa klasy S. Chyba S bo już nie pamiętam.

Potem Więczysław, bo tak miał na imię, wsiąkł jak kamfora i słuch wszelaki po nim zaginął.
Nikt nie wiedział co się z chłopiną stało ale chodziły na dzielnicy słuchy, że przerżnął w kasynie na kartach, zadłużył się i uciekł za granicę.

Ostatnio spotkałem Śledzika. Śledzik to był stary kibol. Kiedyś razem z nim i ekipą chodziliśmy na Dębiec na kolejorza. Młodzi jesteście to nie pamiętacie ale kiedyś chłopaki grali na Dębcu. To były czasy!
Ale ja o Śledziku. Stoję przy galerii bo moja poszła sobie puder kupić, a ja tych wszystkich motłochów nie trawię. No to stoję, patrzę, a nowym BMW podjeżdża jakiś stary pryk.
Nagle wysiada, gapi się na mnie jak ciele w namalowane wrota i słyszę "Siema Heniu! To ty, stary pierdzielu?".

Patrzę i ślepiom nie wierzę! To stary kumpel, kibol, Śledzik! Zestarzał się nieco, wszak już blisko sześćdziesiątki. Zresztą jak każdy z naszej starej ekipy.
Śledzik taką miał ksywę. Jak chodziliśmy na kolejorza to każdy miał flaszkę. On zawsze przynosił oprócz gorzały słoik rolmopsów! Po każdym golu, wciągał setkę z gwinta i zagryzał śledziem, mówię wam, to były czasy! No i taką mu daliśmy ksywkę. Ale ja nie o tym.
No więc patrzę, a Śledzik wysiada z nowiutkiej bejcy i leci do mnie! Kurna flak, myślę, skąd ma tyle hajsu?!
Gadka, szmatka, a on mi mówi, że od kilku miesięcy obstawia u buków a typy bierze od Wieśka! Mało nie zemdlałem.
To Wiesiek żyje?!
"Chłopie!" - mówi do mnie Śledzik. "Żyje! Wrócił na stare śmieci. Trochę chleje za dużo ale łeb jeszcze ma".

I Śledzik opowiedział mi jak spotkał Wieśka, jak zaczął mu nosić flaszkę i jak w trzy miechy zamienił Seicento na beemkę.
Kurna flak! Też bym tak chciał!
Śledzik niechętnie ale rzucił adresem Wieśka.

To było dokładnie przedwczoraj. Więc wczoraj wieczorem lecę do Wieśka! Mojej powiedziałem, że idę do starego kumpla. "Akurat", usłyszałem. "Idziesz znowu do kolektury obstawiać!"
"Ale gdzie tam! O dziewiątej już nieczynne!" odburknąłem pod nosem i pobiegłem w te pędy pod adres, który dostałem od Śledzika. Kilka ulic dalej na te szczęście, nie musiałem jechać bimbą.

Gdy Wiesiek otwarł drzwi od razu go poznałem.
Może trochę niegrzeczne ale zapytał w swoim stylu patrząc na mnie spode łba:

- Czego?
Szybko mu wyjaśniłem kim jestem i skąd mam adres.
Wiesiek przeżegnał się i wybauszył ślepia.
- Wszelki duch Pana Boga chwali! Matko święta! Heniu? Właź, chłopie!

Na wspomnieniach minęła nam dobra godzina. Dowiedziałem się, że Więczysław był kilka lat w Stanach, potem w Australii. O powód nie pytałem ale łatwo się było domyśleć. Rozwiódł się dwadzieścia lat temu i teraz wrócił z banicji. Mieszkał w niewielkiej kawalerce.
W między czasie wypiliśmy pół litra czystej, które Wiesiek wyciągnął z lodówki. Zagryzaliśmy korniszonami z octu, pychota, mówię wam! W końcu gdy po kilku głębszych nabrałem odwagi, mówię Wieśkowi po co przylazłem.

Ze zrozumieniem pokiwał głową i czknął. Miał już porządnie w czubie. Widocznie flaszka wypita ze mną nie była jego pierwszą tego wieczoru.

- Oj, Heniu, Heniu, ty ciągle obstawiasz? - wymamrotał niewyraźnie, zarechotał i przechylił kielonka. - Co mi tam! Znajdę Ci mecz. Tylko daj mi ofertę.

Skąd miałem wziąć ofertę?! Kurna, widać było, że Wiesiek jeszcze żył starymi czasami. Wystukałem bukmachera w telefonie i mu pokazałem ofertę na dziś.

Z niesmakiem chwycil telefon i zaczął przeglądać.

- Tu nie... Ee.. To też nie... - mamrotał pod nosem. - O! To jest to!

Aż mną zatrzęsło! Wiesiek znalazł dla mnie mecz!

- Mów! - Zachęciłem kumpla.

- Junajted!

- Że co?!

- No tego, mówię... - zabełkotał i przechylił kolejny kieliszek czystej. Głową wskazał, żebym też dziabnął kielonka. Niechętnie bo miałem już trochę w czubie ale wypiłem co by się przypodobać Wieśkowi.

- Menszester junajted gra z młotkami... Dawaj, Heniek, ołwera na pięć sztuk!

- Co ty? Serio będzie taki armagedon? - spytałem z niedowierzaniem. - Więcej jak pięć kast?

- Kurna, Heniek! Sam Cantona strzeli trzy!

Zgłupiałem słysząc Wieśka! On chyba żył jeszcze latami młodości?
- Co ty, bredzisz, Wiesiek? Cantona nie gra już w junajted!
- Kontuzja?
- Wiesio, coś ci się chyba pomieszało we łbie?! Eric Cantona nie gra w Manchesterze od dwudziestu lat albo i dłużej!

- Psia mać! To niedobrze... - Pijany Wiesiek podrapał się po łysinie. - W tym układzie Heniu graj mało goli... Gdzie tabela? - Oddał mi telefon, wcisnąłem tabelę i pokazałem Wieśkowi. Łypnął okiem.

- Młoteczki to zadziory, nie odpuszczą! Postawią się. A jak Cantony nie ma to dużo brameczek nie będzie, cała fizolofia!

- Chyba filozofia?! - spojrzałem zniesmaczony na starego kumpla. Machnął ręką i wypił kolejny kieliszek. - Postaw Heniek poniżej dwa i pół... - Mówiąc to uderzył głową w blat stołu. Zasnął.

Nie miałem pewności czy Śledzik mnie nie wrabiał z typami od Wieśka. Ten stary alkoholik i hazardzista najwyraźniej zatracił rzeczywistość, inaczej mówiąc dostał zapewne kompletnego bzika! Inna sprawa, że jak pamiętam to zawsze miał łeb do typów.

Postanowiłem nieco zaryzykować i za dwie stówki puściłem kupon na dzisiejszy mecz. Oczywiście jak sugerował Wiesiek czyli poniżej dwie i pół brameczki.

Oby ten stary pijak miał rację! Ale to się okaże dzisiaj przed dwudziestą pierwszą.
 
Otrzymane punkty reputacji: +128
Camilla P. 13,3K

Camilla P.

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
05/2019
Posty
1653
Miasto
Poznań
Grał ktoś typ Wieśka? Powiem wam tak.
Gdy Mason Grenwood strzelił kastę na 1-1 zaraz po przerwie powiesiłem na Wieśku wszelkie przekleństwa! Myślę sobie, Wiesiek, Ty zapijaczony draniu, przerżnąłem dwie stówy!

Ale przed chwilą gdy mecz się skończył aż kurde podskoczyłem! Menczester zremisował 1-1, a w meczu padły dwie brameczki czyli dokładnie jak Wiesiek majaczył w pijackim zwidzie!

Mówił jak we śnie "Nie ma Cantony, a młotki charakterne chłopaki, będzie mało kast", cały Wiesio!

Kurs był wysoki bo równe 2,75! Postawiłem dwie stówy minus ten popieprzony podatek i na czyściocha zarobiłem 284 złociszy!
Ha! Młodzi jesteście to Wieśka nie znacie ale ten zapijaczony chłopina zawsze miał łeb do typów! Co prawda kiedyś tyle nie chlał ale mniejsza o to, jak ktoś ma łeb to nie ważne czy robi mecz na trzeźwo czy nachlany, mówię wam, coś w tym jest!

Kurde! Jutro z samego rańca lecę do Wieśka z flaszką czystej. Muszę normalnie mu postawić bo jak dalej tak będzie mecze robił to i ja zamienię starego Grande Punto na dobrą bryczkę, słowem Śledzik mnie nie zrolował! Bierze typy od Wieśka!
No to panie i panowie, dobrze jest!
 
Camilla P. 13,3K

Camilla P.

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
05/2019
Posty
1653
Miasto
Poznań
Odcinek 2

Z samego rana poleciałem do Wieśka! Jeszcze przed robotą co by zaczerpnąć od mojego idola następny typ.

Rzecz jasna najpierw wskoczyłem do żaby po flaszkę, inaczej być nie mogło, wszak dzięki Wieśkowi wpadło trochę bejmów i solidarnie, jak za starych czasów, należało koledze postawić połówkę.
W tej żabie to jakieś same takie kolorowe wynalazki na półkach. Co za czasy?

Jesteście młodzi to nie pamiętacie ale kiedyś jak sie kupowało dobrą gorzałę to musiała być czyściocha. Żytko, wyborówka albo w najgorszym razie bałtycka. Żyto z Pewexu to była górna półeczka! Jak się chodziło na kolejorza to każdy miał flaszkę żyta w kiejdzie. To były czasy, mówię wam!

Kiedyś na Motorze z Lublina, Tadziu, kumpel co szył flagi z gaci swojej babci, tak się znietrzeźwił, że musieliśmy chłopa we czterech wynosić ze stadionu, wiara pękała ze śmiechu, taki ubaw był, mówię wam. To było chyba pierwsze meczycho przy Bułgarskiej.
Potem dopiero gorzelnie wymyśliły jakieś absolwenty, premium i tak wóda zeszła na psy!

Ale ja nie o tym. Kupiłem flaszkę białej żubrówy i w te pędy do Wieśka co by na wieczór zrobił następny meczyk! Dzwonię, pukam i cisza! To było przed dziewiątą. Chwytam za klamkę, drzwi otwarte! W korytarzu wali samą gorzałą!

- Wiesiek! - drę się ale cisza. - Wiesinek, kochaniutki, to ja, Heniek!
Cisza.
Wchodzę do pokoju, patrzę, a ten degenerat wygięty leży i chrapie!

No, to ja go za ramię i tarmoszę porządnie. Ale gdzie tam! Wiesiek zalany w trupa! K.... mać! Co z moim typem na wieczór?!

- Wiesiek! Pobudka, ty stary zapijaczony alkoholiku! Wstawaj! - wydzieram mu się nad uchem.

- Leeegia to staaaara .... - zaczyna śpiewać Wiesiek! Zgłupiałem! Pewnie ma gorzelniane zwidy, że jest na meczu?!

- Flaszeczkę przyniosłem! Za dobry typ! Menczester wczoraj wypalił! Wstawaj! - Znowu go szarpię. Przyszło mi do łba, że jak wspomnę o flaszce to Wiesiu ocknie się z pijackiego letargu.

Nagle mój guru i jasnowidz zerwał się z pozycji wygiętej na siedzącą. Podparł się na tapczanie i spojrzał na mnie mętnymi ślepiami.

- Czego?! - wymamrotał, wlepiając we mnie swoje przekrwione gały. - Co jest?! Gdzie wiara?! Już po meczu? -
Chwycił mnie za koszulę i przyciągnął do siebie. - Kolejorz wygroł? A Ty coś za jeden?! Z Legii?!

Odskoczyłem szybko na metr bo Wiesiek gotów mi przywalić.

- Wiesio, to ja! Heniek! Wpadłem z flaszką za wczorajszy menczester!

Spojrzał na mnie, potem w okno i padł nieżywy na tapczan. Szlag!
Jeśli tak ma wyglądać moja droga od punto do mesia to zapowiadają się trudne czasy!

Wyciągnąłem telefon z kiejdy i trzęsacymi rękoma wbiłem mojego buka i ofertę. Szarpnąłem Wieśka, Podniosłem mu rękę i wsadziłem do niej mój telefon.
- Wiesiek, patrz tu! - szarpnąłem go za ramię.

- Co jest?! - Otworzył jedno oko, chyba lewe, już nie pamiętam.

- Zrób mi mecz na wieczór! Po starej znajomości! Byle co!

- Kolary... - wymamrotał pod nosem a woń gorzały dotarła do mojego kluka. Kluk po naszemu to nochal. Kto z pyrów ten wie. A w ogóle tu na tym forum są jakieś poznanioki? Mniejsza o to.

- Hę? Co mówisz? - spytałem. - Kolary?!
Pomyślałem przez chwilę, że gada coś o Cagliari z włoskiej. Ale gdy powtórzył, dotarło do mnie, że Wiesiek chce okulary!

Rozejrzałem się ale żadnych okularów nie znalazłem. Założyłem mu swoje, które miałem w kiejdzie.
- Patrz, Wiesinek, aniele, oferta na dziś, czytaj i znajdź coś!

Chłopina ciągle jednym okiem zaczął gapić się w ekran mojej komórki.
Co chwila ręka mu opadała, zasypiał i zaczynał chrapać jak niedźwiedź polarny. Dramat, mówię wam!
- Kurde, Wiesiek, skup się!

W końcu mój dawny kumpel wymamrotał "jufentus"

- Mam grać Juventus?

- A... ten... strzeli trzy... kasty

- Kto?!

- No... jak mu... Ro-bert. Robe..rto. Badżio?

Tego było za wiele.
- Wiesiek! Roberto Baggio nie gra w Turynie dwadzieścia lat! Znowu ci się coś popierdoliło we łbie. -

Odkręciłem kupioną w żabie żubrówkę, wsadziłem Wieśkowi do ust, mówiąc aby się napił. Wiesiek jak niemowlę zaczął wciągać gorzałę. Potem dmuchnął, otarł ręką skrzywioną gębę i spojrzał na mnie.
- Heniu? Co ty tu robisz? - zabełkotał.

Chyba przez chwilę zajarzył! Wsadziłem mu znowu telefon do ręki.

- Patrz i rób mecz! - wrzeszczę.

Gapi się w ekran, gapi, w końcu mówi "Malma... Malme..
Daj Malme z tymi tam... hamaby"

Wiesiek coś znalazł! Patrzę, mecz o siódmej. Sprawdzam kursy, 1,60 - słabo!

- Wiesiek ale kurs słaby jakiś!

- Za tysiaka, Heniu... Albo dwa... - wymamrotał i zasnął.

Tak więc sam nie wiem. Wiesiek ma łeb ale mam tysiaka dać na Szwedzką? Postanowiłem tym razem jeszcze raz przetestować starego kumpla. Wysłałem kupona za dwie stówki.
 
Otrzymane punkty reputacji: +69
Camilla P. 13,3K

Camilla P.

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
05/2019
Posty
1653
Miasto
Poznań
Panie i Panowie, widzicie wynik do przerwy?!

20200723_195058.png

Ha! Jeszcze cała druga połóweczka ale jak Bozię kocham ten Wiesiek to porządny chłop! Wygląda, że w swoim pijackim zwidzie znalazł kolejne meczycho! A ja głupi osioł dwie stówy postawiłem! Wiesiek przecież gadał zanim zasnął "graj za tysiaka albo dwa"!
Głupi, stary cep ze mnie, co nie?
Jak te całe Malme zgarnie trzy punkciory to jutro przed robotą z samego rańca pędzę z flaszką do Wieśka!
 
Otrzymane punkty reputacji: +87
Camilla P. 13,3K

Camilla P.

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
05/2019
Posty
1653
Miasto
Poznań
Wczorajszy typ Wieśka zagrałem za skromne dwie setki i pół nocy żałowałem. Kurs nie powalał na zwycięstwo Malmoe bo wynosił 1,67 ale na czyściocha zarobiłem 93 złote i 92 grosze.
Mecz bez historii, Malmoe spokojnie puknęło Hammarby.

20200724_101037.png


Gdybym to puścił za tysiaka albo dwa jak mamrotał Wiesina? Było minęło.
Za to przedwczoraj typ Wieśka był konkretny. Jak pamiętacie mój stary kumpel zaproponował undera dwa i pół w meczu Menczesteru z Łesthamem. Kurs był w mierę zacny bo 2,75.

20200724_101116.png

Na tym typie zarobiłem na czysto 284 złociszy, to już coś, mówię wam. Dwa dni roboty.
Ale ja nie o tym.

W nocy kręciłem się z boku na bok, nie mogłem spać. Kurde, pomyślałem, że Wiesiek zmieni moje życie. Nowa bryczka na starość? Wakacje w Borabora? Koniec z tyraniem po dziesięć godzin? Taaaa.... Z Wieśkiem to się mogło udać. I tak całą noc głupoty chodziły mi po łbie.

Z rana? Wiadomo! Kawa, dwie fajki i pędem do żaby po flaszkę dla Wieśka. Pech chciał, że była ta sama sprzedawczyni. Kurde! Jak przyjdę jeszcze raz to pewnie zapyta "to co zwykle?". Tym razem o nic nie zapytała. Wziąłem pół basa czystej żubrówki i biegiem do tego starego degenerata!

Teraz najlepsze, posłuchajcie! Powiem tak, życie jest czasami nieprzewidywalne. Wchodzę na piętro, dzwonię i czekam. Oczami wyobraźni widzę powtórkę z wczoraj czyli napruty facet bełkoczący coś o Badżio albo Cantonie.
Tymczasem drzwi się otwierają, przede mną stoi facet niczym gość z chłopców z ferajny!
Każdy oglądał po sto razy więc wiecie w czym rzecz!

Gość elegancko ubrany w lnianą koszulę, markowe dżinsy, wyczesany i pachnący jakimś gównem jak te biznesmeny z korporacji.
- Za... zastałem Wieśka?! - jąkam się bo własnym oczom nie wierzę.
Tymczasem Wiesiek uśmiechnięty od ucha do ucha stoi i mówi:
- Właź, Heniek.

O mało nie zemdlałem! Co jest? - myślę sobie.

- Co cię sprowadza w moje skromne progi? - pyta, siada przy stole i poprawia okulary w złotych oprawkach. Teraz mimiką twarzy i wyglądem przypomina Adasia Nawałkę.

Wyciągam na stół flaszkę.
- To za wczoraj, Wiesiek! Kolejny mecz zrobiłeś, ja z podziękowaniem.

Chłopina widać, że zdziwiony, pewnie nic nie pamiętał. Odchrzaknął, przeczesał ręką włosy i podrapał się po brodzie.
- Widzisz, Heniu... jakby to powiedzieć... w weekendy nie piję! Flaszkę włóż do barku, o tam - wskazał ręką szafę za moimi plecami.

O mało z krzesła żem nie spadł, mówię wam! Posłusznie wstałem, otworzyłem szafę co by schować gorzałę. I wiecie co zobaczyłem? Na wszystkich półkach stały poukładane równiuteńko dziesiątki flaszek! Czego tam nie było? Łiskacze, brendziaki, czyściochy, wina i inne cudeńka. W żabie tyle nie stało, mówię wam!
Ogłupiały na amen usiadłem przy stole.

- Wiesiek jak to w weekendy nie pijesz? - pytam bo mam wrażenie, że mój stary kumpel robi sobie jaja.

- Tylko od poniedziałku do czwartku, zasady są najważniejsze, Heniu. Ale mów co cię do mnie sprowadza o tak wczesnej godzinie? Czas mnie nagli. - mówi Wiesiek i nagle słyszę jak ktoś wchodzi do mieszkania.

Po chwili drzwi się otwierają i do pokoju wchodzi dwóch gości, jeden większy od drugiego. Obaj w czarnych skórzanych kurtkach, jeden na szyi tatuaże, obwieszeni w złotych łańcuchach. Kątem oka dostrzegłem na łapskach sygnety. Co jest?!

- Szefie, mieliśmy odebrać kluczyki od tego audi. Jedziemy do firmy, więc możemy zabrać.

"Szefie"?! Ciśnienie aż mi podskoczyło. To Wiesiek był szefem? Czego?!

Wzięli kluczyki i Wiesiek dał im jakąś wypchaną kopertę.
- Zawieźcie po drodze wujkowi. Powiedzcie, że dzisiaj niech odpuści Milan.

- To pewna informacja, szefie?

Wiesiek tylko kiwnął głową.

Chłopaki wyszli a Wiesiek spojrzał na mnie i zmarszczył brwi.

- To w czym mogę pomóc?

Byłem tak ogłupiały sytuacją, że zapomniałem po co przyszedłem!

Audi? Szefie? Milan? Wujek? O co tu chodzi? Chyba zbladłem bo Wiesiek wstał i nalał mi szklaneczkę czyściochy.

- Wypij, Heniu. Za spotkanie po latach. - Trzepnął mnie w plecy. Uniosłem szklankę w geście toastu i bez słowa przechyliłem gorzałę do dna.

- Za... Za spotkanie... Masz firmę? - pytam bez sensu.
- Kiedyś Ci opowiem. Teraz mam mało czasu...

- Zrobiłbyś dla mnie mecz, królu złoty? - pytam z nadzieją w głosie.
Wiesiek parsknął śmiechem.

- Oj, Heniu, Heniu, nic się nie zmieniłeś! Ciągle obstawiasz, co?
- No... tak, trochę. Ale nie mam łba. Ty za to...
Wiesiek pokiwał głową i się zamyślił. Siedział naprzeciwko ze złożonymi dłońmi i przyglądał się jak jakiś boss z Sardynii. Nie ten Wiesiek co wczoraj, mówię wam!

- Pamiętasz balangę na chacie u Mirka Okonia? - pyta nagle.
Próbuję sobie coś przypomnieć ale dupa z tego wychodzi. Amnezja! Chlaliśmy z Okońskim? Przeczę głową.

- Heniu, nie pamiętasz? Na Rzeczypospolitej. Na Ratajach. Po meczu, zaprosił nas i do rana balety były! Ja, ty, śledzik, byku z kotła, nie pamiętasz?

Byka pamiętałem, jasne! Zawsze robił zadymy z warszawką. Ale impreza u Mirasa?

- Nie ważne! - Machnął ręką. - Okoń wtedy namierzył ci mecz w drugiej lidze, chyba Stali. Dał hajs, a ty przerżnąłeś w pokera. - zarechotał.

- Może tak było. - wzruszyłem ramionami. - A po co o tym gadamy?

- Nie ważne, kiedyś Ci opowiem. Co do meczu dzisiaj to powiem ci Heniek, że nie mam łba. Na kacu jakoś nie kojarzę...

- Eee... - uniosłem brwi. - Ty, Wiesiek? Zawsze kojarzysz. No jeden tylko, nie daj się prosić? - podałem mu telefon z ofertą ale się zaśmiał.

- Jak już musisz coś postawić, Heniu, to Cremonkę puść. Powinni przetrzepać Specję. Ale bez remisu. De-en-be.
I delikatnie, góra dwa, trzy koła. Remis zwrot, pamiętaj!

Aż się zachłysnąłem! Ku..a!
Trzy tysiaka to według Wieśka delikatnie? Musiałbym pożyczkę z banku wziąć. Ale nie chciałem, żeby Wiesiek tak pomyślał. Wstałem i wyciągnąłem rękę.

- Dzięki, Wiesiek. Na ciebie zawsze można liczyć.

Podał mi rękę z dziwnym uśmiechem.
- A Milan dzisiaj zostaw w spokoju. Wróble ćwierkają w Bergamo, że się dogadali. Wiesz jak jest...

Nie wiedziałem! Ale pokiwałem głową udając, że temat jest mi znany.
Przed samą robotą pojechałem do punktu. Delikatnie za dwie stówki wysłałem kupona na porażkę Spezii. Kursik prawie dwa.
Mam nadzieję, że Wiesiek na trzeźwo też ma łeb na karku.
 
Otrzymane punkty reputacji: +87
Camilla P. 13,3K

Camilla P.

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
05/2019
Posty
1653
Miasto
Poznań
Odcinek 3. Albo 4? Co za różnica!
Ale pamiętajcie, forumowicze!

Typy Wieśka gracie na własną odpowiedzialność!

Co tu dużo gadać? Jestem zdenerwowany! I nie chodzi o kasę bo remis Kremonki ze Specją Wiesiek brał pod uwagę. Stąd mówił, żebym zagrał de-en-be, znaczy się zwrot bejmów za remis. Uczciwie podszedł do tematu.

Ale denerwuję się bo coś zaczyna śmierdzieć w tym Wieśkowym interesie! Bo niby skąd wiedział, że w Bergamo się dogadali z Milanem?!

Słyszałem przecież jak gadał tym typom z pod ciemnej gwiazdy, żeby przekazali jakiemuś wujkowi, żeby odpuścił mecz w Mediolanie! I proszę, wiedział co gada!

Screenshot_20200725-000342.jpg

Wiesiek znał temat! Ktoś musiał mieć wtyki w Bergamo!
Całą noc spać nie mogłem, mówię wam! We łbie miałem jakieś dziwne wizje. I cały czas widziałem ślepia Wieśka jak mnie świdruje gdy siedziałem rano u niego.
Dziwnie jakoś tak się gapił?!
I gadał coś o balandze u Okonia, i coś, że przegrałem bejmy w pokera?! Zaczynałem się zastanawiać czy aby w jakieś gówno nie wdepnąłem?

Może Wiesiek to nie alkoholik ale jakiś matacz? Albo nie daj Boże boss skorumpowanego, piłkarskiego zaświatka? Może miał układy we włoskiej mafii i chciał mnie wkręcić w lewe byznesy?!

Na samą myśl przeszedł mnie dreszcz! Potem drugi.
Aż moja luba się obudziła i pyta czego się tak trzęsę pod kołdrą?

- Znowu się masturbujesz?! - syknęła na śpiąco.
- Ja?! Ale gdzie tam! Śpij!


Przypomniał mi się Śledzik na parkingu gdy wygramolił się ze swojego wypucowanego beemwu! Powiedział, że to fura dzięki zakładom od Wieśka!
Psia mać! Z Wieśkiem było coś nie tak!

Młodzi jesteście to Wieśka możecie nie znać ale to zawsze równy chłop był!
Chlał, przeklinał Legię i żadnego meczycha nie odpuścił! A teraz takie coś? Wiesiek ojcem chrzestnym sportowych machlojek?! K.... mać!

Postanowiłem z samego rana polecieć do niego i wywalić kawę na ławę jak to się mówi. Rzecz jasna bez flaszki bo podobno w łikendy nie chleje...


Wpadam do niego, siedzi w samych gaciach, popija maślankę i ogląda ełrosporta w telewizji.
Zamurowało mnie!

- Pijesz maślankę?!

On nic, więc mówię zdecydowanym głosem:
- Wiesiek! Musimy pogadać!

A on? Jakby myślał, że znowu wpadłem po kolejny typ!

- Heniek, k....a jego mać! - zaklął soczyście. - Nie wiesz co grać? Dzisiaj kolejka cudów w naszej kochanej pierwszej lidze! Kupię, sprzedam, pohandluję! - zarechotał i klasnął w dłonie. - Chcesz meczunia na tacy? Poczekaj!

Widać miał dobry humor z rana. Wstał i poszedł do kuchni by po chwili wrócić z kopertą.
Wyciągnął rękę w moim kierunku.

- Co to jest? - spytałem głupkowato.

- Kwity na prezesa! Trzymaj!

- Że co? - szeroko otwarłem gębę. - Jakiego prezesa?!

- Żartuję, Heniu! - Znowu się zaśmiał. Jakoś tak szyderczo?
- Bejmy na zakład! Bierz!

Wsadził mi kopertę do ręki.

- Równe dziesięć patyków. Polataj po mieście i postaw. Jak wygramy, dziesięć procent dla ciebie! Może być? - Klasnął zadowolony i trzepnął mnie w plecy. Usiadł i znowu zaczął popijać maślankę.

- Ale że co? A jak... znaczy się na co postawić? - Stałem jak słup soli.

- Dzisiaj od wyboru do koloru, Heniu! Ale co będziemy sobie żałować? Nieciecza da nam dzisiaj trochę zarobić!

- Czyli?

- K...a, Heniek! Co się z tobą porobiło?! Bierz kasę, zalicz kilku buków, równo podziel i poobstawiaj. Na termaliczkę! Ustawka! W Opolu już od tygodnia bejmy dzielą prezeski!

- Co ty gadasz?! - Szeroko otwarłem ślepia. - Skąd wiesz?

- Heniek! Ty mnie takie rzeczy nie pytaj. Wygramy, dziesięć procent twoje! Kupisz flaszkę i po niedzieli wlecisz. Żebyś mi jutro czasem dupy nie zawracał z rana bo panienki na noc przychodzą!

- Pa... panienki?! W twoim wieku, Wiesiu? - zdębiałem na amen, mówię wam!

Chłopina trzasnął się ręką w czoło i spojrzał na mnie zniesmaczony. Wstał podszedł do komody, wyjął z szuflady jakieś pudełko.
- Wiagrunia! Wiesz co to, przyjacielu? - zarechotał w swoim stylu.

Matko święta! Zakręciło mi się we łbie! Wiesiek faszeruje się tym gównem na sztywnego wacka?! I posuwa panienki z soboty na niedzielę?

- A dla dziewczynek? - mruga do mnie znacząco i wyjmuje z drugiej szuflady jakieś fajki pozwijane. - Trawiaste mentolowe, pierwsza klasa! - Pokazuje zadowolony.

Narkotyki?! K.... jego mać! Co ja tu robię?!

- Bierz bejmy i uciekaj. Do poniedziałku! Tylko nie pomyl!
Postaw na kosteczkę z bruku!

- Na co?!

Wiesiek przeżegnał się i spojrzał na mnie z politowaniem.
- Bruk Bet.

Teraz do mnie dotarło. Termalica!

- A jak nie wygramy? - spytałem ale chyba miałem porąbany wyraz twarzy bo Wiesiek parsknął śmiechem.

- Heniu, nie dziś to jutro! No, leć, bo ja muszę inne rzeczy pozałatwiać!

Mówię wam, sodoma i gomora! Wróciłem do chaty spocony jak mysz kościelna! Połowę buków w mieście obleciałem i po tysiaku kupony wysłałem! Nie moja kasa więc co mi tam. Ale czuję, że kroi się z Wieśkiem jakaś grubsza sprawa! Na dodatek moja jeszcze mnie opierdzieliła bo miałem koperek i pyry kupić! Zapomniałem!
Ale co ważniejsze? Nieciecza czy koperek?!
 
Otrzymane punkty reputacji: +221
Camilla P. 13,3K

Camilla P.

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
05/2019
Posty
1653
Miasto
Poznań
Kto wygra mecz? Wiesiek! Kto wygra mecz? Wiesiek! Kto wygra mecz? Wiesiek! Wiesiek! Wiesiek!

Kto wam daje typy? Heniek! Znaczy się ja!
Ha! Mówię wam! Zawsze wierzyłem, że ten alkoholik ma łeb na karku!
Wczoraj polatałem po mieście, zaliczyłem dziesięciu buków, postawiłem dziesięć kafli jak Wiesiek przykazał i co?

20200726_111907.png

Mówię wam, Wiesiek w ciemno nie brał Termaliki! On miał temat nagrany!

Policzyłem i na czyściocha Wiesiek zarobił pięć kafli, osiem stów i cztery dychy! K.... mać! To są bejmy! A co ja z tej znajomości z Wiesinkiem mam? Całe dziesięć procent! Prawie sześć stówek moje, ha!

Jutro w te pędy letę rano do Wieśka z bejmami i flaszką, a jak! Trza to opić po starej znajomości i następny mecz zrobić!
Jak Wiesiek typ zapoda to nie ma bata!

Wy to młodzi jesteście więc możecie nie wiedzieć ale Wiesiek zawsze miał kluka gdzie i co wyniuchać! Tu się zakręcił, tam pokręcił, z jednym prezesem zagadał, z drugim flaszeczkę obalił a do trzeciego z kopertą wleciał aby temat zrobić!
I co? Do dzisiaj chłopina na wtyki, mówię wam! Dlatego tak mnie się gęba ucieszyła, że Wiesinek wrócił na dzielnicę po latach.
Ale ja nie o tym.

Ja chcę tu wiedzieć czy bierzecie typy Wieśka! Ta baba, jak jej tam było? Kamilcia! Ja się tu na tym forum rejestrować nie będę bo łeb stary, nie znam się na tych waszych systemach i jakiś konkursach! Nawet nie wiem co gdzie nacisnąć, stary pryk jestem i za moich czasów nie było tych internetów, foruf i innych pierdół!

Ale pochwalę się znam się na mojej komórce, którą mi mój pierworodny kupił w markecie!
Mało tego! Już mnie wnusio nauczył gdzie trzeba nadusić, żeby mecza postawić, dobre i to, mówię wam!
Ale ja nie o tym. Na czym skończyłem? Aha! Czy typy Wieśka bierzecie!

Bo ja tej całej babie od was, znaczy się Kamilci pisze wszystko, a ona podobno przepisuje wam na tym forum, prawda to?
I ta dziewucha mi mówi, że wy ani razu nie napisaliście czy w ogóle czytacie moje blubry i czy chcecie te typy od Wieśka?
Coście chłopoki takie jakieś wstydliwe, kurde mol?!

Śmiało walić i pisać żebym wiedział. Bo to jest tak, że ta co pisze czyli Kamilcia zna mnie, ja znam Wieśka, a Wiesiek zna temat. Kurde, problem w tym, że jeszcze nie wiem kim jest teraz Wiesiek i czemu mówią do niego szefie.
Może gdy Wiesiek się napierdzieli jak święty turecki to coś chlapnie jęzorem? Pożyjemy, zobaczymy jak to się mówi.
Więc pisać dziewuszki i chłopoki czy chcecie trzymać sztamę z Wieśkiem! No, to na razie tyle. Jutro letę z rańca po typ do mojego Wiesiunia, tego zapijaczonego degenerata!
Będzie dobrze, mówię wam!
 
Otrzymane punkty reputacji: +58
yar000 1,6K

yar000

Użytkownik
Dołączył
11/2011
Posty
4524
Miasto
Wielkie
(...)
Więc pisać dziewuszki i chłopoki czy chcecie trzymać sztamę z Wieśkiem! (...)
Może trudno się przełamać bo głupio tak na forum ze stu kilkudziesięcioma tysiącami najbardziej w temacie kumatych w Polsce dusz brać typy tak po prostu ☺ od Wieśka...
 
Otrzymane punkty reputacji: +25
Camilla P. 13,3K

Camilla P.

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
05/2019
Posty
1653
Miasto
Poznań
Odcinek 4. Albo 5? Co za różnica!
Ale pamiętajcie, forumowicze!

Typy Wieśka gracie na własną odpowiedzialność!

Kurna jaki gnój, mówię wam!
Przyszła wczoraj familia na niedzielny obiad i ten mały szkrab, Tymek, wnusio lat 10, włosy blond z czupryną na oku - plejstejszyn wyciągnął, żeby tam coś pograć! Pół biedy, niech gra, będzie spokój!

Ale kurde ja żem pod tego plejstejszyn w szafie kupony dla Wieśka ukrył. Głupi, stary cep ze mnie, co nie?
W kiejdzie trzymać nie lubię bo to mało się słyszy, że stara portki do pralki wrzuci bez konsultacji z właścicielem?
Więc żem pod tego plejstejszyn schował.

A szkrab idzie do babci, znaczy się mojej luby i pokazuje co znalazł i pyta czy to ważne! Babcia, znaczy się moja luba jak policzyła i zobaczyła dziesięć tysiaków na kuponach to krzyczy "Heniek, ty zafajdany hazardzisto! Czyś ty na stare lata zgłupiał na amen?! Tyle bejmów wydajesz?!"

Myślę o co biega, jakich bejmów?! Czego się wydziera na pół chaty?!
Idę do kuchni i widzę kupony Wieśka w jej rękach, masakra jakaś mówię wam!

Więc próbuję tłumaczyć, to nie ja, tylko Wiesiek na stare lata zgłupiał bo mu gorzała mózg zlasowała!
Jaki Wiesiek?! Jaka gorzała? - słyszę. - Lepszej bajki nie mogłeś wymyśleć? Skąd tyle bejmów miałeś?!

To mówię, że to forsa Wieśka bo on jest szefem jakiejś firmy i inwestuje w sport! Nie uwierzyła! Powiedziała, że mi się we łbie pomieszało.
Coś czuję, że będą ciche dni! Tak to jest z babami, nie wiedzą co to sport i bukmachery!
Mam nauczkę, żeby kuponów po szafach nie kitrać!
Ale pal licho, ja nie o tym.

Więc idę rano dzisiaj do Wieśka i kogo spotykam pod klatką? Ha, Śledzika!
Okazuje się, że też idzie do Wieśka, z flaszką, a jakże!
I co się dowiaduje od Śledzika? Wiesiek, ten stary alkoholik dał mu trzydzieści patyków i kazał postawić na Puszczę. Tę z Niepołomic! Kurde flak!
Mało tego, Śledzik dostał za wygraną piętnaście procent! Jak to tak?! - myślę, co ja gorszy?!

Ale ja nie o tym. Smarujemy na piętro, patrzymy, a drzwi od mieszkania Wieśka uchylone. Włazimy a tam na korytarzu leżą zwłoki Wieśka! Sztywny, ślepia nieruchomo wlepione w sufit! Trup?!

Aż mną zatrzęsło, Śledzik gapi się na mnie, giry mam jak z waty!
- Nieboszczyk! Jak Bozię kocham! - mówię sam do siebie patrząc na sztywnego kumpla.

- Kto nam teraz mecze będzie robił? - pyta Śledzik.

- Dobry chłopina był, taki przyjaciel... - mówię i jakoś mi się smutno robi. Widok zwłok starego kumpla to nie jest fajny widok, mówię wam!

Nagle wróciły wspomnienia. Widzę Wieśka jak napierdziela się z kibolem z Krakowa, jak po meczu na Bułgarskiej pod stadionem leży nawalony jak automat, jak drze się w kotle "Leeeegia to staaaara..." tego, no, wiecie sami!
Bez urazy Warszawioki, ja tam do Legiuchny nic nie mam ale Wiesiek to jakiś dziwny uraz miał za życia do naszej stolicy.

Przypomina mi się jak na Bułgarską szliśmy na Aberdeen. Młodzi jesteście to nie pamiętacie ale kiedyś kolejorz zasuwał w pucharze zdobywców pucharów! Taaa, to były czasy, mówię wam!

I pierwszy mecz przegraliśmy w tej Szkocji zero dwa. Wiesiek wtedy był tam i gwizdał gwizdkiem jak ci z aberdin strzelali nam gole. Cały Wiesio!
Ha! Wtedy grał jeszcze w kolejorzu Miras Okoński, ten Miras, z którym chlaliśmy gorzałę na Ratajach.

Na rewanż do naszego Poznania, Szkoty przyjechali pełną paką a wtedy aberdinów prowadził sam Aleks Ferguson! Młodzi jesteście to możecie nie pamiętać ale Szkoty miały ekipę! Ze Strachanem i Lejtonem na kaście...
Ale ja nie o tym!

No i Wiesiek wyjątkowo markotny był przed tym rewanżem. Jak nie Wiesiek! Co się potem okazało? Nasz Wiesio założył się z dyrektorem cegloka o grube bejmy na wynik.
Ceglok to nasz Cegielski, zakłady w Poznaniu. A Wiesiek trzymał sztamę z prawie każdym prezesem, dyrektorem, sekretarzem jakiejś firmy w naszym grajdole, co za czasy, mówię wam! Ale ja nie o tym!

No więc ten dyr z cegloka postawił na dwa zero w rewanżu dla kolejorza. A Wiesio jak to Wiesio, łeb miał za życia do wyników. I wiedział, że będzie kiepsko w rewanżu. O grube bejmy się założył z dyrem, że będzie jeden do zera dla tych w spódnicach w kratę!
Kolejorz dostał w dupę jak Wiesiek przewidział czyli jeden w plecy! Za kilka dni kupił sobie za wygraną kasę to nowe audi i na taryfie śmigał panisko!

Szkoda Wieśka, że się chłopina tak szybko zawinął! Jeszcze sześćdziesiątki nie miał!
Stoimy że Śledzikiem w ciszy i wspominamy.
Nagle Wiechu wystrzelił z podłogi! Jakby go jakiś piorun strzelił!
- Która godzina?! - wrzeszczy.

Mówię wam, myślałem, że zawału dostanę! Aż my że Śledzikiem uciekli na klatkę schodową! Zmartwychwstał jebaniec!

- Wiesiek, żyje! K.... mać! - Śledzik wyszczerzył radośnie kły. Nie miał jedynki. Zaskoczył mnie, mówię wam!
Nie Wiechu tylko Śledzik. Bejmów miał pełno, beemką śmigał a nie mógł se kielona wstawić w szparę?! Kielona znaczy się kła, zęba z przodu ale ja nie o tym!

Wracamy do mieszkania Wieśka a ten ciągle siedzi w korytarzu na podłodze.
- Wiesiek, kochaniutki nasz! Żyjesz, mordeczko! - Śledzik go ściska i obcałowuje.

- Co jest?! Odwal się! - drze się Wiechu i wstaje. - Jaki dzień? - pyta i patrzy na nas mętnym wzrokiem.

- Wiesio! - mówię. - Poniedziałek! Dwudziesty siódmy lipiec. Dziesiąta rano!

- Dwutysięczny dwudziesty - dla spokoju dodaje Śledzik.

Wiesiek myśli, myśli, w końcu pyta czego chcemy.
- No kasę za Brukbeta i Puszczę my ci przynieśli! - Śledzik pokazuje siatkę z biedronki a w niej bejmy.

- I flaszkę! - dodaję szybko.

Wiesiek myśli i myśli, w końcu mówi: "dawaj!"
Śledzik daje mu siatkę a ten, że gorzałę mamy dać, a nie bejmy.

Wyciągam więc pół basa wyborowej i podaje Wieśkowi. Ten uderza dwa razy w dno butelki, odkręca i z gwinta ciągnie!
Aż mnie odrzuciło, mówię wam!

Wypił połowę butelki, nawet się nie skrzywił, tylko ręką otarł usta i rzekł głosem nie znoszącym sprzeciwu:
- Śledzia!
Aż zgłupiałem! Skąd mamy wziąć śledzia?!

Nagle Śledzik wyciąga z kiejdy słoik, odkręca i podaje Wieśkowi! Płaty śledziowe, marynowane w occie - czytam na słoiku! Normalnie zglupiałem na amen, mówie wam! Wiesiek wciąga dwa płaty od razu! Ohyda!

- Cze... czego chcecie chło...paki? - pyta bełkotliwie gdy już śledziem zagryzł.

- Tak pomyśleliśmy, Wiesinek, że mógłbyś nam jakiś mecz na wieczór zrobić? - Nieśmiało proponuję.

Cały czas stoimy w korytarzu. Wyciągam kasę odebraną u buka za Termalikę i podaję naszemu guru. Wiesiek bierze bejmy ode mnie, od Śledzika i nawet nie liczy. Moje wrzuca do siatki Śledzika i wrzuca do pokoju jakby to było kilo pyrów!

Patrzy na nas, myśli i myśli. Bierze z gwinta jeszcze łyk wyborowej.

- Mecza zrobić? - bełkocze sam do siebie i gapi się w podłogę. - Co tam... dzisiaj jest? Makarony grają w drugiej, Szwedy i ten... ba...ba...baraż w czempionszip? - myśli cały czas i się chwieje. Chyba wyborowa zaczyna działać?

- De-en-be! Remisy zwroty... - mówi. - Perudżia i Empole. Wrzućcie to na jeden ku... kupon... powinno wejść... - machnął ręką i poszedł do pokoju.

- Co to znaczy? - pytam Śledzika.
- Peruggia i Empoli. Wygrane na jednym kuponie, bez remisu.
- Mamy dubla grać?!
- Na to wygląda, Heniu.
- Za ile puszczasz? - pytam go.
- Delikatnie za dwa koła!

Prawie się zachłysnąłem. Spradziłem kursy, dubel wychodził dwa dwadzieścia. Postanowiłem zagrać za wygraną na Brukbecie w sobotę. Za pięć stów! Umówiliśmy się że Śledzikiem, że wpadniemy do Wieśka jutro z samego rana. Z flaszką ma się rozumieć!
Wiesiek to porządny chłop, mówię wam!
 
Camilla P. 13,3K

Camilla P.

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
05/2019
Posty
1653
Miasto
Poznań
Wiesiek najwyraźniej wczoraj przestrzelił! Ale dwa meczycha naraz? Mam wrażenie, że nasz kumpel specjalnie nas wrobił? Może gorzała mu nie przypasiła? Było, minęło!
Pięć stów poszło z dymem! Śledzik postawił pewnie więcej, nie będzie zadowolony!
Jak tylko wpadniemy do Wieśka to wszystko nam wyśmiewa jak skowronek!

Dzisiaj gra Warciuchna barażyk o ekstraklasę, ha, będzie się dziać! Ciekawe co przewiduje Wiesiek?!

-------------------

Tutaj przerywam zwariowaną historię związaną z typami Wieśka. Powód jest oczywisty, nie ma jakiegokolwiek zainteresowania a pisać w przestrzeń kosmiczną mija się z celem gdyż jak wiadomo są sprawy ważne i ważniejsze. Dziękuję tym osobom, którym się chciało przeczytać i przyznać punkciki. Szkoda, że nie wywiązała się jakaś dyskusja. I nie chodziło o same typy czy Wieśka ale sądziłam, że przywołam stare czasy i może ktoś powspomina ze mną (z Heniem) jak to było kiedyś na naszych ligowych stadionach.
Widocznie takie rzeczy nie na forum bukmacherskim, troszkę szkoda ale jak widać pewnych rzeczy się nie przeskoczy.
 
Otrzymane punkty reputacji: +246
adamo80 4,6K

adamo80

Użytkownik
Dołączył
12/2012
Posty
3347
Z całym szacunkiem dla Twojego pomysłu, ale tu na forum zanim się jeszcze pojawiłaś w dziale kupony byli typerzy zupełnie na serio podający typy i uzasadniający je w podobny sposób... że przypomnę chyba najlepszą historię gdzie po przeczytaniu postu nie mogłem ze śmiechu zasnąć pół nocy jak typer podawał typy z ligi węgierskiej od swojego dziadka z Węgier i towarzyszyły temu różne historyjki, potem dziadkowi się zmarło, ale nadal był obecny w opowieściach tym razem doradzając z zaświatów... :) Typy były podawane serio, rozliczane serio... Później ten typer poznał cyganów co mu też doradzali... To były czasy... !
 
Otrzymane punkty reputacji: +68
Camilla P. 13,3K

Camilla P.

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
05/2019
Posty
1653
Miasto
Poznań
Pomysł pomysłem, czytałam te cuda wianki kolegi, co pisał, że ma dziadka Węgra czy cygana. To było śmieszne.
Tutaj chciałam inaczej podjąć temat. Pomyliłam po prostu forum pisarskie z bukmacherskim.

A Wiesiek i tak ma łeb na karku! Wy Wieśka nie znacie bo młodzi jesteście 😜
 
Otrzymane punkty reputacji: +29
yar000 1,6K

yar000

Użytkownik
Dołączył
11/2011
Posty
4524
Miasto
Wielkie
Wieśków jest więcej niż nam się wydaje. A Heńków jest prawdopodobnie większość pośród populacji typujących. Internet nie zmieni nomen omen typów... osobowości.
 
Camilla P. 13,3K

Camilla P.

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
05/2019
Posty
1653
Miasto
Poznań
Wieśków jest więcej niż nam się wydaje.
Ha! I tu się kolega pomylił!

Ten Wiesiek jest jedyny i niepowtarzalny. Nie znam drugiego, który gorzałę pije od poniedziałku do czwartku, ma wizje przyszłości i robił balangi z Okoniem na Rzeczypospolitej ☺
Kolega młody pewnie to nie pamięta Wieśka jak w kotle rzucał pomidorami w Janasa i Majewskiego jak Legia na Bułgarską wpadała.
Nie, drugiego takiego Wieśka nie ma, słowo Henia! 🙃