>>> Odbierz prawdziwy ZAKŁAD BEZ RYZYKA! <<<<

Sylwetki piłkarzy ⚽🏃🏃

successful 26,4K

successful

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
03/2016
Posty
2105
Sergio Aguero (Manchester City)


Trzy tygodnie temu skończył 32 lata. Nie jest to już młody wiek jak na piłkarza, a mimo to argentyński napastnik wciąż jest bardzo skuteczny i zajmuje obecnie trzecie miejsce na liście strzelców Premier League w obecnym sezonie. Trzy gole przed nim jest Jamie Vardy ale drużyna Aguero ma jeden mecz rozegrany mniej. Czy zatem dzisiaj argentyński supersnajper zbliży się do lidera klasyfikacji najlepszych strzelców angielskiej ligi? A może wręcz dorówna mu w liczbie zdobytych bramek?

Szanse są na to bardzo duże.

Jest ambitny i mierzy wysoko. Niegdyś głośno zapowiadał, że marzy o tym by podobnie jak Diego Maradona zostać nazwanym najlepszym piłkarzem świata. Być może potencjalna wygrana klasyfikacji najlepszych strzelców Premier League w tym sezonie przybliży go do tego miana. Co ciekawe, wiele go łączyło z tym legendarnym piłkarzem. Gdzie rodził się talent na miarę jednego z najlepszych piłkarzy globu i jaką drogę przeszedł by zostać tym kim jest teraz? Co łączyło go z "Boskim Diego"? Przeczytajcie ciekawą historię tego zawodnika.

Sergio przyszedł na świat jako drugi z dzieci Leonela i Adrianny, a matka miała wówczas 18 lat. Ma sześcioro rodzeństwa. Dorastał w jednej z biednych dzielnic Buenos Aires, gdzie codziennością był widok dilerów narkotykowych i samych narkomanów, a co za tym idzie szeroko pojęta przemoc nie była niczym nadzwyczajnym. Co ciekawe Leonel również grał w piłkę, jednak zarobki z tytułu gry absolutnie nie wystarczyły na życie, i swój talent i formę niejako marnował musząc dorabiać po treningach w piekarni. Wszechobecna bieda i wszechobecne uzależnienie są często ogromnym motorem napędowym do zmiany otoczenia. Po latach Aguero opowiadał, że wielu z jego przyjaciół z dzieciństwa siedzi w więzieniu bądź nie żyje.

Trzy miesiące przed narodzinami Sergio jego rodzinę nawiedziła powódź. Ogłoszono ewakuację. Konieczność spania w szkole negatywnie odbiła się na ciąży Adrianny. Okazała się zagrożona i przez ostatnie jej tygodnie matka Sergio leżała w szpitalu. Koniec końców wszystko skończyło się dobrze - osiemnastoletnia dziewczyna urodziła zdrowego i dużego chłopca, który w chwili narodził ważył blisko cztery i pół kilograma. Mierzył też 59 centymetrów wzrostu, jednak ten wysoki wzrost podczas narodził nie przełożył się na wielkość w dorosłym życiu - obecnie Aguero ma 1,73 cm.

1592822881513.png
fot. Eurosport.pl

Piłkarska kariera Sergio rozpoczęła się niezwykle szybko. Już w wieku 9 lat dołączył do Atletico Independiente , gdzie w młodzieżowym teamie nabierał bardzo cennego doświadczenia. Kilka lat później grał już w dorosłym teamie Independiente. 2003 rok zapisał się na kartach historii jako moment, w którym zadebiutował zawodnik najmłodszy w historii argentyńskiej ekstraklasy. Był to wówczas zaledwie 15-letni Sergio. W połowie 2006 roku, a więc w wieku 18 lat, został zakontraktowany w Atletico Madryt. Trzy tygodnie po swoim debiucie w tym klubie zdobył swoją pierwszą bramkę dla Atletico, podwyższając przewagę w wyjazdowym spotkaniu nad Bilbao do trzech goli. Jego kolejna ligowa bramka odbiła się szerokim echem jako zaliczenie trafienie z pomocą ręki. Nie było to tak kontrowersyjne wydarzenie jak trafienie Diego Maradony w ćwierćfinałowym meczu Mistrzostw Świata w 1986 roku w Meksyku, ale byli tacy, którzy doszukiwali się pewnego powiązania.

Skoro mowa o Diego, przez cztery lata był teściem Sergio. Aguero córkę Maradony, Gianninę, poślubił w 2009 roku. Owocem tego związku jest syn Benjamin. Niestety, małżeństwo nie okazało się udane.

Od połowy 2011 roku Aguero gra w Manchester City i ten stan trwa do dziś. Zdobył dla klubu blisko 200 bramek i co ciekawe, przez wszystkie sezony gry w barwach The Citizens tylko raz został ukarany czerwoną kartką. W reprezentacji Argentyny zdobył 41 bramek, w tym dwie na mundialu w 2018 roku, przeciwko Islandii oraz Francji. W obecnym sezonie wystąpił 23 razy na boiskach Premier League i zdobył 16 bramek, co daje mu wysoką skuteczność 0,70 gola na mecz.
 
successful 26,4K

successful

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
03/2016
Posty
2105
Lionel Messi (FC Barcelona)
Przez wielu uważany za najlepszego piłkarza świata. Całą swoją seniorską karierę spędził w klubie z ogromnymi tradycjami. Wszak FC Barcelona to jeden z najbardziej utytułowanych klubów na świecie. Messi z kadry B do pierwszego zespołu Barcy awansował w połowie 2005 roku, a więc dziś jest to już 15 lat odkąd ten wybitny Argentyńczyk strzela gole w La Liga (dawniej: Primera Division). Jego najlepszym pod kątem strzeleckim sezonem był 2011/2012 - zdobył wówczas bez mała 50 bramek! W kolejnym sezonie zaś popisał się niebagatelnym współczynnikiem liczby strzelonych goli do występów w lidze - strzelił 46 bramek w 32 występach, co dało mu średnią 1,44 gola na mecz. Trzeba przyznać, że bardzo godna podziwu średnia.

Urodził się w milionowym mieście Rosario, trzysta kilometrów na północny zachód od Buenos Aires. Poród nie odbył się bez komplikacji - rozpoznano ostre niedotlenienie płodu. W efekcie Leo przyszedł na świat ze zwiniętym i odkształconym uchem, ale szczęśliwie okazało się, że był to jedyny efekt oboczny. Niespełna rok później Leo wpadł pod nadjeżdżający rower. Pękła kość łokciowa w jego prawej ręce i założono mu gips.

Od najmłodszych lat zacząć grać w piłkę. Mając 5 lat trenował w Grandoli, by niedługo potem przejść do Newell's Old Boys. W wieku 8 i pół roku usłyszał bardzo ponurą diagnozę: ma karłowatość przysadkową, co w praktyce oznaczało zmniejszone wydzielanie hormonu wzrostu. Był o wiele niższy od swoich rówieśników. Jego ojciec podjął skuteczne wysiłki aby dziś Lionel nie mierzył zaledwie 1,40 cm. Od 1998 roku niemal codziennie przez cztery lata wstrzykiwano mu w nogę hormon wzrostu. Najpierw rodzice a potem sam - już Leo nauczył się to robić samodzielnie. I to się udało - Messi ma obecnie 1,70 cm co czyni go jednym z niższych piłkarzy, ale nie jest to na tyle niski wzrost by miał się znacząco wyróżniać. Kuracja nie była tania - każdego miesiąca kosztowała rodzinę Messi 900 dolarów. Któregoś razu po prostu należało poszukać pomocy finansowej. Ojciec Lionela skontaktował się z Barceloną mówiąc, że jego syn jest prawdziwym talentem i że może go przywieźć na testy. Wysiłek się opłacił - wkrótce potem na serwetce, która zastąpiła białą kartkę której nie było pod ręką, podpisano umowę z dobrze zapowiadającym się piłkarzem.

Okazało się jednak, że koledzy z drużyny niespecjalnie byli mu przychylni. Niektórzy na treningach zaczęli ostro atakować jego piszczele, twierdząc poniekąd słusznie, że młody zawodnik, który przyszedł znikąd, staje się dla nich zagrożeniem dla ich pozycji w zespole. Inni zaś złośliwie nie podawali mu piłek. Jednak Leo się nie poddawał i nieustannie wierzył, że dzięki swojej determinacji zostanie tu zawodowym piłkarzem. W końcu marzenia zaczęły stawać się faktem.

Już jutro, a więc 24 czerwca, kończy 33 lata. Nie jest to więc już młody wiek jak na piłkarza, ale mimo to Messi wciąż jeszcze imponuje skutecznością, co ma swoje odzwierciedlenie w byciu aktualnym liderem strzelców La Liga z przewagą czterech goli nad wiceliderem. Jednocześnie na boisku jest dżentelmenem - aż trudno sobie wyobrazić, ale nigdy w historii występów w La Liga żaden arbiter nie pokazał mu czerwonej kartki! Wyczyn o tyle imponujący, że tych występów ma grubo ponad 400.

mar2.jpg

fot. marca.com

Obok sukcesów w lidze, nie sposób nie wspomnieć także o osiągniętych sukcesach w reprezentacji Argentyny. Wystąpił w niej 138 razy, strzelając 70 bramek. Nie ma w historii kraju drugiego zawodnika, który mógłby pochwalić się tak dużą ilością celnych trafień. Sześć z nich padło na Mistrzostwach Świata. Spośród nich cztery bramki Messi strzelił na mundialu w 2014 roku, gdzie jego drużyna dotarła osiągnęła duży sukces zostając wicemistrzem świata. Co ciekawe, wszystkie swoje gole na Mistrzostwach Świata Messi zdobywał w fazach grupowych. Nie popisał się jak dotąd ani jednym trafieniem w momencie gdy reprezentacja walczyła już w drabince turniejowej.

Od 2009 roku związany jest z Antonellą Roccuzzo, z którą ma trzech synów: Thiago (8 l.) i Mateo (5 l.) i Ciro (1,5 r.).
 
Otrzymane punkty reputacji: +78
successful 26,4K

successful

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
03/2016
Posty
2105
Jamie Vardy (Leicester City)
Sheffield to półmilionowe miasto, bardzo charakterystycznie usytuowane - ponad 30% powierzchni miasta znajduje się na terenie parku narodowego Peak District. Takie położenie chcąc nie chcąc czyni to miasto jednym z najbardziej zazielenionych na Wyspach. To właśnie tam 11 stycznia 1987 roku przyszedł na świat Jamie Vardy.

Początek swojej przygody z piłką nożną to współpraca z Sheffield Wednesday, gdzie grał do 16. roku życia. Pożegnanie z tym klubem nie było marzeniem młodego piłkarza - skreślono go z powodów wydawać by się mogło kuriozalnych - władze klubu uznały bowiem, że jest za niski i zbyt drobny. Młody Jamie gorzko przełknął gorycz porażki i praktycznie przez rok nie grał aktywnie w piłkę. Wtedy też na światło dzienne ujrzał jego niepokorny charakter - spędzał czas w pubach, gdzie niejednokrotnie był sprawcą przeróżnych bójek. Skłonność do agresji uwidaczniała się także w późniejszym życiu piłkarza. Mając 20 lat został skazany przez sąd na pół roku więzienia w zawieszeniu. Musiał też mieć przy sobie specjalny chip, który zdradzał jego lokalizację. Miał bowiem zakaz wychodzenia z domu po godzinie 18:00.

W połowie 2003 roku został zakontraktowany do Stocksbridge Park Steels, gdzie spędził siedem lat. Początkowo jego zarobki nie były imponujące - 30 funtów tygodniowo nie starczało właściwie na nic. Siłą rzeczy musiał mieć inne źródło zarobku i pracował w fabryce produkującej szyny z włókna węglowego dla osób niepełnosprawnych. Vardy pracował długo i ciężko, nadwerężał plecy musząc podnosić ciężkie przedmioty setki razy dziennie, a gdy tylko kończył zmianę, przebierał się w strój sportowy i trenował w Stocksbridge.

Siedem lat później doceniono jego talent piłkarski i zaangażowanie. Przeniósł się do Halifax Town, gdzie spędził nieco ponad rok. To była wówczas angielska szósta liga. Przejście oczywiście wiązało się z dużo wyższymi zarobkami - zaczął zarabiać 800 funtów, dzięki czemu nie musiał poświęcać się dodatkowo ciężkiej pracy fizycznej. Strzelił aż 27 bramek (z czego trzy w pierwszych czterech spotkaniach), co walnie przyczyniło się do jego kolejnego transferu - do Fleetwood, co oznaczało awans z szóstej do czwartej ligi. I wreszcie rok później - tj. w połowie 2012 roku przeskoczył do Championship na mocy kontraktu z Leicester.

Początki w lidze Championship nie były już tak udane, jak poprzednie sezony w niższych szczeblach rozgrywek. Jamie przestał strzelać jak na zawołanie, a wręcz zaczął być ofiarą krytyki. Kwota odstępnego opiewała na sumę ponad miliona euro a z meczu na mecz okazywało się, że nowo pozyskany zawodnik niewiele wniósł do klubu. Wystąpił w 26 spotkaniach a strzelił tylko cztery bramki.

Jednak już następny sezon w jego wykonaniu był takim, którego by sobie życzył. Zdobył szesnaście bramek w 37 spotkaniach i bardzo mocno przyczynił się do awansu swojej drużyny do Premier League z pierwszego miejsca w tabeli. Oczekiwania w związku z grą w najwyższej klasie rozgrywek były ogromne. Niestety, nasz bohater nie potrafił odnaleźć się pośród tak znakomitych drużyn, i jego ekipie groził spadek z powrotem do Championship. Pierwszy sezon w Premier League Vardy zakończył z zaledwie pięcioma celnymi trafieniami, ale koniec końców zespół utrzymał się w Premier League. Jak się miało później okazać, zadomowi się tam na stałe.

Kolejny sezon (2015/2016) popularne "Lisy" rozpoczęły od wysokiego zwycięstwa (4:2) nad Sunderland, a Vardy był jednym z aktorów spektaklu, zdobywając pierwszego gola w spotkaniu. Kolejny mecz także był wygrany i sensacyjnie, obok Manchester City, Manchester United i Liverpoolu figurował na szczycie tabeli z kompletem punktów. Miłe złego początki? Nic bardziej mylnego! Pierwszą porażkę ponieśli dopiero w 7. kolejce przegrywając z Arsenalem 2:5. Jamie Vardy strzelił obie bramki dla swojego zespołu, ale nie pomogło to jego drużynie urwać punktów Arsenalowi. Co ciekawe, na kolejną porażkę czekali aż do 18. kolejki, kiedy to przegrali na wyjeździe 1:0 z Liverpoolem. W 26. kolejce przegrali z Arsenalem 2:1 i jak się później okazało, były to jedyne trzy porażki Leicester w sezonie. "Lisy" sprawili ogromną niespodziankę zdobywając tytuł, a Jamie strzelił 24 bramki - tylko o jedną mniej od ówczesnego króla strzelców którym był Harry Kane.

1592919345748.png

fot. ocdn.eu

Od tej pory Vardy strzela jak na zawołanie i jest jednym z najskuteczniejszych strzelców Premier League. W reprezentacji Anglii wystąpił 26 razy, zdobywając w sumie 7 bramek. Na ostatnich Mistrzostwach Europy zdobył bramkę przeciwko Walii strzałem z prawej nogi. Jego zespół wygrał i wyszedł potem z grupy, ale w 1/8 finału odpali po porażce z Islandią.

Do wczoraj zdobył 99 bramek w Premier League.
 
Otrzymane punkty reputacji: +78
successful 26,4K

successful

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
03/2016
Posty
2105
Christian Gytkjaer (Lech Poznań)
Niespełna dwa miesiące temu skończył 30 lat. Urodził się w duńskim mieście Roskilde, nieopodal Kopenhagi, które słysznie z muzeum wikingów. Trenował w juniorskim lokalnym klubie w Roskilde. Christian Gytkjaer swoje początki z dorosłą karierą w piłce nożnej datuje na 2008 rok, kiedy w wieku 18 lat nawiązał współpracę z Lyngby BK. Spędził w tym klubie dwa sezony i strzelił dziesięć bramek.

Jak się później okazało, był to jeden z dłuższych pobytów Christiana w jednym klubie. Zwyczajnie nie jest typem zawodnika, który znakomitą większość swojej kariery związany jest z jednym podmiotem. Pozyskał go Nordsjaelland, z którym Gytkjaer osiągnął sukces zdobywając mistrzostwo kraju i puchar.

Na dłużej, bo aż na trzy sezony, zadomowił się w norweskim FK Haugesund. Tutaj wreszcie mógł rozwinąć skrzydła, gdyż występował w większości spotkań i zdobył dla klubu w sumie 36 goli. Wtedy też otrzymał jedyną czerwoną kartkę w całej swojej dorosłej karierze.

Cały 2006 rok spędził w norweskim Rosenborg. Był to dla Christiana wspaniały sezon, bowiem wystąpił w 28 meczach strzelając 19 goli i wpisując się na kartach historii jako król strzelców ligi. Zespół swój sukces w postaci mistrzostwa kraju osiągnął w pięknym stylu, zdobywając najwięcej goli w lidze, tracąc najmniej, i uzyskując 15 punktów przewagi nad wicemistrzem.

Następnie Gytkjaer przeprowadził się do Niemiec, gdzie spędził sezon w drugoligowym 1860 Muenchen. Nie był to dla niego łaskawy czas - zdobyte dwie bramki przez cały sezon i w efekcie przegrany baraż o utrzymanie w lidze sprawiły, że swojego szczęścia musiał szukać gdzie indziej. W połowie 2017 roku trafił do poznańskiego Lecha.


1592993204970.png

fot. przegladsportowy.pl

Lech Poznań to drugi klub Gytkjaera, po Haugesund, w którym spędza trzy sezony. Ale pod kątem skuteczności czas w Poznaniu jest znacznie bardziej pomyślny. Jak dotąd w Ekstraklasie zdobył aż 51 bramek, a w obecnym sezonie jak burza mknie po tytuł króla strzelców. Jego przewaga nad resztą stawki jest ogromna, bowiem mając na koncie 20 goli (w tym trzy z rzutów karnych), a więc aż o sześć bramek jego rezultat przeważa ponad goniącą go resztą stawki, w której są tak znani piłkarze jak Bohar, Felix czy Angulo. W połowie czerwca w Kielcach popisał się klasycznym hat-trickiem, zdobywając trzy gole w drugiej połowie meczu. Wszystko wskazuje na to, że utrzyma pozycję lidera i po ostatniej kolejce będzie mógł cieszyć się tytułem króla strzelców.

Gytkjaer miał także swój epizod w reprezentacji Danii. Zadebiutował w 2016 roku w zremisowanym 1:1 pojedynku przeciwko Czechom. Rok temu w meczu przeciwko Szwajcarii zdobył swoją pierwszą bramkę w barwach narodowych. W sumie dla reprezentacji Danii zaliczył jak dotąd pięć celnych trafień, przyczyniając się w dużym stopniu do awansu zespołu do mistrzostw Europy.
 
Otrzymane punkty reputacji: +97
successful 26,4K

successful

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
03/2016
Posty
2105
Danny Ings (Southampton)
Za miesiąc skończy 28 lat. Ten urodzony w Winchester angielski piłkarz wychowywał się w Netley, gdzie uczęszczał do szkoły sportowej i tam też zaczął marzyć o zostaniu piłkarzem. Niestety, początki nie były łatwe. Nie dostał się do lokalnego teamu, a motywacja jaka kierowała działaczami przy takiej decyzji mogłaby załamać niejednego - orzeknięto, że jego niski wzrost nie przyda się drużynie. Udało mu się natomiast trafić do młodzieżowego teamu Bournemouth i tam też, z niedużymi przerwami, spędził trzy lata. Jeszcze wtedy zapewne Danny Ings nie mógł przewidywać, że najbliższe długie lata swojej kariery spędzi na Wyspach, nie wyjeżdżając poza ich granicę.

Latem 2011 roku podpisał kontrakt z FC Burnley i został tam aż cztery sezony. Ponad pół roku czekał na swój debiutancki występ w klubie, ale w końcu dopiął swego i wystąpił już na początku 2012 roku w wygranym meczu z Barnsley. Półtora miesiąca później zdobył swoją pierwszą bramkę dla klubu. Później jeszcze do końca sezonu dołoży dwa trafienia. W następnym sezonie także zdobył trzy gole, choć trener wystawiał go już znacznie częściej.

Kamieniem milowym w jego piłkarskiej karierze był sezon 2013/2014, w którym Burnley awansował do Premier League, a ten sukces w bardzo dużej mierze zawdzięczał Ingsowi. Ten napastnik strzelił 21 goli, co dało mu piąte miejsce na liście strzelców Championship. Co ciekawe, o jedno trafienie mniej zaliczył jego kolega z zespołu, Sam Vokes. Był to nadto udany sezon dla Burnley, i w już kolejnych rozgrywkach ligowych przyszło im rywalizować z całą śmietanką angielskich klubów.

Swoją historyczną, pierwszą bramkę w najwyższej klasie rozgrywek Danny Ings zdobył 26 października 2014 roku, w spotkaniu w ramach 9. kolejki przeciwko Evertonowi. W 20. minucie zdobył bramkę po podaniu przez Lucasa Jutkiewicza, jednak nie dała ona ligowych punktów zespołowi. Everton wygrał 3:1 po strzałach takich gwiazd jak Eto'o czy Lukaku. Już wtedy Burnley był jedną z najgorszych drużyn w lidze, bez odniesionego zwycięstwa. Na to przyszło im czekać do 12. kolejki, kiedy to odnieśli wyjazdowe zwycięstwo w Stoke. Ings dokonał niesamowitej rzeczy strzelając dwa gole w przeciągu dwóch minut, i dzięki nim zespół mógł cieszyć się pierwszymi trzema punktami. Jak się później okaże - tych zwycięstw będą mieli w sumie siedem, co będzie najgorszym współczynnikiem w lidze.

Jak poradził sobie beniaminek w sezonie 2014/2015? Bez rewelacji. Zespół zdobył zaledwie 28 bramek w 38 meczach i kończąc rywalizację na przedostatnim miejscu w tabeli powrócili do Championship. Danny Ings robił co mógł, żeby pomóc drużynie utrzymać się w Premier League, ale udało mu się zdobyć 11 bramek, które nie pomogły klubowi w walce o utrzymanie.

W połowie 2015 roku trafił do Liverpoolu. Było to ogromne wyróżnienie dla dobrze zapowiadającego się napastnika. Zdążył nawet zagrać w Lidze Europejskiej w meczu z Girondins Bordeaux. Miesiąc później stało się duże nieszczęście. Ings nabawił się kontuzji więzadła krzyżowego, która uniemożliwiła mu grę niemal na całą dalszą część sezonu. Na kolejny sezon trafił do rezerw Liverpoolu, gdzie musiał niejako od nowa udowodnić, że jego umiejętności przekonują do wystawienia go w pierwszym zespole. Niestety, kolejna kontuzja w dużym stopniu zniweczyła te plany. Przez prawie rok nie mógł grać, co w efekcie wpłynęło na jego nieprzydatność w zespole.

Są piłkarze, dla których dwa bardzo poważne urazy oznaczałoby koniec kariery. Jednak Danny miał jeszcze sobie wiele do udowodnienia. Długa rehabilitacja była okresem, w którym zadziwił swoją determinacją. W ciągu czterech miesięcy na zwykłym basenie przepłynął w sumie blisko 34 kilometry, co odpowiadało długości kanału La Manche. Podkreśleniem tego wyczynu niech będzie fakt, że dokonał tego, pracując jedynie górnymi partiami ciała!

Ings mimo wszystko nie do końca wierzył, że uda mu się trafić na stałe do pierwszego składu Liverpoolu. Sadio Mane, Salah, Firmino to takie gwiazdy światowej piłki, że rywalizacja o miejsce w jedenastce mogła być dla niego mrzonką. Dlatego osiem występów w pierwszym składzie w sezonie 2017/2018 było dla niego swego rodzaju wyróżnieniem. Latem 2018 roku Ings został wypożyczony do Southampton i za sumę odstępnego przeszło 20 mln euro już tam pozostał. Zagrał w 24 meczach, w czasie których udało mu się strzelić siedem bramek. Obecny sezon jest znacznie bardziej udany w jego wykonaniu. Po 30 występach ma na swoim koncie 16 goli, co daje mu bardzo dobry współczynnik 0,53 gola na mecz. Jest jednocześnie na 4. miejscu w klasyfikacji najlepszych strzelców Premier League, mając trzy bramki straty do lidera, Jamie Vardy'ego.

1593078629043.png

fot. goal.com

Ings ma na swoim koncie jak dotąd jeden występ w seniorskiej reprezentacji Anglii. Wydarzenie to datuje na 12 października 2015 roku, a więc raptem trzy dni przed urazem, który wykluczył go z gry na długie miesiące.
 
Otrzymane punkty reputacji: +78
successful 26,4K

successful

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
03/2016
Posty
2105
Cristiano Ronaldo (Juventus)
Madera. Jeden z wakacyjnych celów wielu turystów z całego świata. Ta górzysta wyspa nie bez powodu nazywana jest Krainą Wiecznej Wiosny. Lata nie są do przesady upalne, a zimy są łagodne. Głównym miastem na wyspie jest Funchal. Miasto to jest położone u podnóża gór wulkanicznych. Forteca św. Jana Chrzciciela, słynna dzielnica Lido, Rynek Rolników, wysoko zawieszone kolejki gondolowe, port czy promenada - wszystko to składa się na wysoką atrakcyjność tego miejsca dla turystów. Tam też 5 lutego 1985 roku przyszedł na świat Cristiano Ronaldo.

Niedługo później mały Christiano pokochał piłkę nożną do tego stopnia, że nie rozstawał się z nią nawet w nocy. Żadna inna zabawka nie sprawiała mu tyle radości, co właśnie piłka. Kiedy miał kilka lat, rozgrywał piłkarskie pojedynki na ulicy. W bezpośredniej bliskości z domem rodzinnym nie było boiska, toteż jedynym rozwiązaniem było ustawianie amatorsko utworzonych z kamieni bramek na ulicy.

Poważne początki z piłką Christiano datuje na 1994 rok, kiedy został oficjalnie piłkarzem klubu Andorinha. Było to o tyle radosne wydarzenie dla rodziny, że jego kuzyn, Nuno, także grał w tym klubie. Młody zawodnik dał się szybko poznać jako bezkompromisowy, waleczny piłkarz. Nie znosił porażek, a jeszcze bardziej przeżywał, gdy jego drużyna przegrywała a on siedział na ławce. Władze innych klubów dostrzegli talent i już w 1995 roku Ronaldo przeszedł do Nacional Madera. Nie minęły dwa lata, kiedy Ronaldo dostaje propozycję, która bezpośrednio przyczyni się do przeprowadzki na kontynentalną część Portugalii.

Zainteresował się nim Sporting Lizbona. Przez sześć lat grał w młodzieżówce dla Sportingu. Treningi w klubie mu nie wystarczały. Z każdym dniem chciał być coraz lepszy, silniejszy, szybszy. Dochodziło do sytuacji, że chcąc wzmocnić swoją szybkość, ścigał się z ruszającymi z miejsca samochodami. Władze klubu niejednokrotnie stopowali zapędy młodego piłkarza sugerując, że nie może się tak bardzo przemęczać.

Latem 2003 roku nastąpił bardzo poważny transfer do Manchesteru United. Grał w większości spotkań, a w ciągu sześciu sezonów w Premier League strzelił w sumie 93 bramki, pomagając drużynie w osiągnięciu trzech tytułów mistrzowskich. Środę 21 maja 2008 roku zapamięta na zawsze. Był to dzień angielskiego finału Ligi Mistrzów, rozgrywanego na stadionie Łużniki w Moskwie, pomiędzy Manchesterem United a Chelsea. Blisko 70.000 kibiców oglądało to widowisko. W 26. minucie Christiano Ronaldo strzelił bramkę na 1:0. Do końca regulaminowego czasu gry był remis 1:1. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a w rzutach karnych Czerwone Diabły wygrały 6:5. Co ciekawe, Ronaldo był jedynym piłkarzem w swoim zespole, który nie wykorzystał rzutu karnego w swojej kolejce. Mimo wszystko kilkanaście minut później mógł wznieść Puchar i cieszyć się ogromnym osiągnięciem.

Latem 2009 roku przeszedł do Realu Madryt za bajeczną kwotę 94 mln euro. Spędził w tym klubie dziewięć długich sezonów, osiągając jeszcze więcej tytułów niż podczas gry w Manchesterze. Dwa mistrzostwa Hiszpanii, cztery zwycięstwa w Lidze Mistrzów, trzy klubowe Mistrzostwa Świata - to tylko część sukcesów klubu do jakich przyczynił się Portugalczyk. 450 strzelonych bramek w Realu Madryt, kilka Złotych Piłek, kilka tytułów Europejskiego Złotego Buta, grubo ponad 100 strzelonych bramek w Lidze Mistrzów - wszystko to sprawiło, że jest okrzyknięty jednym z najlepszych piłkarzy na świecie.

Bardzo wiele sukcesów odniósł także w reprezentacji Portugalii - w czerwono-zielonych strojach wystąpił 164 razy strzelając 99 bramek. Gdyby nie koronawirus, z całą pewnością przekroczyłby już 100 celnych trafień w teamie. Siedem bramek strzelił na Mistrzostwach Świata, a dziewięć - na Mistrzostwach Europy, przyczyniając się do zdobycia mistrzostwa Starego Kontynentu w 2016 roku.

1593169135933.png
fot. goal.com

Dwa lata temu za 117 mln euro Ronaldo przeszedł do włoskiego Juventusu. Strzelił już dla Starej Damy 43 bramki w 54 meczach, co daje bardzo wysoką skuteczność, choć już nie tak wysoką, jaką imponował grając w Hiszpanii.
 
Otrzymane punkty reputacji: +100
successful 26,4K

successful

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
03/2016
Posty
2105
Tomas Pekhart (Legia Warszawa)

Nad rzeką Otavą, w kraju pilzneńskim w Czechach, znajduje się malowniczo położona miejscowość Sušice. Miasto zamieszkane przez kilkanaście tysięcy mieszkańców i mające powierzchnię niespełna 50 kilometrów kwadratowych. Jest ono na tyle niewielkie, że nie jest niczym szczególnym fakt, że niemal wszyscy się tam znają. Piękny XVII-wieczny zamek Hrádek, pizzeria, kościół św. Wawrzyńca. W takiej scenerii przyszło dorastać Tomasowi Pekhartowi.

Spróbujmy nieco przybliżyć jego historię. Urodził się 26 maja 1989 roku. Wówczas jeszcze była to dawna Czechosłowacja. Nieopodal jego domu rodzinnego zlokalizowane jest niepozorne boisko piłkarskie TJ Sušice. Tam rozpoczął pierwsze treningi, poznał pierwszych kolegów amatorów sportu, wreszcie - tam pokochał piłkę nożną. Tomas od najmłodszych lat dobrze wiedział, że chce zostać piłkarzem.

W wieku 14 lat dołączył do Slavii Praga, a więc zasilił szeregi klubu oddalonego o dwie godziny jazdy samochodem. Ta piękna przygoda trwała trzy lata. Tam został zauważony przez działaczy Tottenhamu, którzy postanowili wziąć go pod swoje skrzydła. Tomas rozwijał się znakomicie i w Anglii pokazywał przebłyski swojego talentu. W dwudziestu meczach w teamie młodzików Tottenhamu zdobył aż dziewiętnaście bramek i ten wynik z całą pewnością byłby lepszy, gdyby planów nie pokrzyżowała nieco kontuzja.

W międzyczasie wyrósł na bardzo wysokiego piłkarza. Jego wzrost 194 cm powoduje, że choć nie jest ultraszybki, to pojedynki główkowe nie chcąc nie chcąc staną się jego atutem.

1 sierpnia 2008 roku Tomas został wypożyczony do FC Southampton. Grał tam niespełna pół roku, a swojego debiutu w lidze nie może wspominać najlepiej. W połowie września zagrał przeciwko Queens Park Rangers, a jego drużyna przegrała 1:4. Inna sprawa, że piłkarze Q.P.R. byli wyraźnymi faworytami tej konfrontacji. Zaledwie trzy dni później zdobył swoją pierwszą, i - jak się potem okazało - jedyną bramkę. Miało to miejsce w zremisowanym 2:2 meczu w Ipswich. Southampton zakończył ten sezon na przedostatnim miejscu, zdobywają 45 punktów w 46 spotkaniach.

Na początku 2009 roku Tomas powrócił do Tottenhamu, aby kilka tygodni później ponownie znaleźć się w Slavii Praga. Niedługo potem sytuacja się powtórzyła - wrócił na chwilę do Tottenhamu, by zostać sprzedanym do FC Jablonec. Umowa opiewała na trzy i pół roku jednak Tomas pograł tam raptem kilka miesięcy. Został wypożyczony do Sparty Praga, a już pół roku później czekał go kolejny, ale bardzo konkretny transfer - zasilił szeregi niemieckiego 1. FC Nürnberg.

Tomas spędził w Niemczech aż pięć lat. Przebywał tam w latach 2011-2016. Najpierw grał trzy i pół roku w 1. FC Nürnberg, a następnie w FC Ingolstadt.

Jego przygoda z niemieckimi boiskami zakończyła się w 2016 roku, kiedy to miał miejsce transfer do AEK Ateny. Pograł tam kilkanaście miesięcy, ale dał się pokazać jako bramkostrzelny zawodnik, który zdobył dla klubu 15 goli. Jego kolejnym klubem był izraelski Hapoel Beer Sheva. Po kolejnym roku gry, na mocy kontraktu z 13 sierpnia 2018 r. przeszedł do hiszpańskiego UD Las Palmas. Tam też jego żona zaszła w ciążę, a 19 grudnia 2019 roku urodziła mu się córka. Było to o tyle ogromne wydarzenie, że przez ostatnich pięć lat bezskutecznie wraz ze swoją żoną Adelą starali się o dziecko. Wreszcie się doczekali. Noelia Sarah przyszła na świat w domu, a ściślej w kuchni, pod okiem położnej. Wprawdzie Tomas w życiu prywatnym osiągnął sukces, to jednak sportowo nie może wspominać tego czasu dobrze. O miejsce w składzie przegrywał stale z Rubenem Castro i zwyczajnie ten fakt powodował, że nie mógł się rozwinąć.

Wielu polskich kibiców dopiero teraz mogło bliżej przyjrzeć się temu prawonożnemu czeskiemu napastnikowi. Wielu do tej pory niewiele słyszało o takim nazwisku. Początek lutego 2020 roku przyniósł mu przeprowadzkę do Polski i zasilenie szeregów Legii Warszawa. Jego umowa jest zakontraktowana do lata 2022 roku.

Po czasie opowiadał, że słyszał, że Warszawa jest podobna do Pragi, co miało powodować, że będzie się tu czuł jak u siebie. Był ogromnie zachwycony dopingiem warszawskich kibiców. Debiut w Ekstraklasie wspomina na pewno bardzo dobrze - Legioniści wygrali 4:0 z Jagiellonią, a Tomas zdobył bramkę w ostatnich minutach spotkania. Tydzień później jego drużyna odniosła kolejne zwycięstwo - tym razem 2:1 z Cracovią. Początek marca to kolejne zwycięstwo w wykonaniu Legionistów - na Stadionie Energa Gdańsk pokonali tamtejszą Lechię 2:0.

Na swoją kolejną bramkę Pekhart musiał czekać aż trzy miesiące. Pandemia koronawirusa spowodowała paraliż wszelkich rozgrywek sportowych niemal na całym świecie. W Poznaniu w 17. minucie gry strzelił decydującą bramkę przeciwko Lechowi. Tydzień później, 7 czerwca, zaliczył już dwa trafienia - oba w drugiej połowie meczu z Wisłą Kraków.

IMG_20200628_165407.jpg
fot. gol24.pl

Wygląda na to, że czas oswojenia się z drużyną Tomas ma już za sobą. Jego głównym celem na ten sezon jest pomóc drużynie w walce o mistrzostwo Polski oraz wywalczenie Pucharu Polski. Czy będzie go na to stać? Sezon się jeszcze nie kończy, a są przesłanki ku temu, że Pekhart pokaże się jeszcze od swojej dobrej strony i strzeli kilka goli.

W pewnym sensie wywiera się na nim presję. Na początku lutego, gdy ogłoszono mały krok do podpisania kontraktu z drużyną, pojawiło się wiele głosów, że to nie ma sensu. Że za wolny. Że nie sprawdzi się w parze z Kante. Że Legia sprzedaje dobrych piłkarzy a w ich miejsce ściąga uzupełnienia. Że to nie jest idealny następca Jarosława Niezgody. Że lepiej zaczekać do zdobycia tytułu i wtedy sięgnąć po lepszych graczy. Jednak daje się zauważyć, że swą grą chce udowodnić, że głosy te były przesadzone i przydać się klubowi.
 
Otrzymane punkty reputacji: +169
successful 26,4K

successful

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
03/2016
Posty
2105
Dani Parejo (Valencia)
Urodził się w 1989 roku w stutysięcznym mieście Coslada, znajdującym się we wspólnocie autonomicznej Madrytu. Wielu mieszkańców tego miasta pracuje na lotnisku. Jednak jest wiele innych możliwości zarobkowych, a potencjał ten drzemie w bezpośredniej bliskości ze stolicą Hiszpanii.

Tam też znajduje się klub piłkarski Club Deportivo Coslada, gdzie Dani Parejo przeżywał swoje początki z piłką nożną. Już w wieku czternastu lat trafił do Realu Madryt. Wtedy jeszcze nie przypuszczał, że niemal całą karierę spędzi na rodzimych boiskach. Tylko na chwilę, w sezonie 2008/2009 grał w angielskim Queens Park Rangers, gdzie zdobył cztery bramki w dziesięciu meczach. Szybko jednak powrócił do kraju i pierwotnie grał w Getafe, a od 1 lipca 2011 reprezentuje Valencię.

Ten stan trwa po dziś dzień.

IMG_20200628_165104.jpg
fot. 90min.com

W tym czasie strzelił przeszło 50 bramek w rozgrywkach ligowych i zaliczył ponad 250 występów. O sile tego zawodnika niech świadczy fakt, że niejednokrotnie udowadniał, że zostawia na boisku znacznie więcej serca niż przeciętny piłkarz, a jego umiejętności przywódcze i nie poddawanie się pozwoliły mu przetrwać kryzys sezonu 2015/2016, kiedy to przez klub przewinęło się sześciu trenerów, a na Daniego nieraz spadała ostra fala krytyki. Jest szalenie dokładny - statystyki celności jego podań jasno dowodzą, że jest jednym z najlepiej podających pomocników La Liga.​
 
Otrzymane punkty reputacji: +79
successful 26,4K

successful

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
03/2016
Posty
2105
Carlos Vinicius (Benfica)
25 marca 1995 roku przyszedł na świat w brazylijskim mieście Born Jesus das Selvas. Ogromne, choć niespecjalnie zaludnione miasto, które niedawno stało się samodzielną gminą. Carlos Vinicius swe początki przygody z piłką nożną datuje na 2009 rok, kiedy przywdział barwy młodzieżówki Goias. Dwa lata później na półtora roku przeniósł się do Palmeiras. Kolejnym istotnym transferem było przejście do Caldense, niestety dla piłkarza zakończone fiaskiem - nie był wystawiany w pierwszym składzie przez co nie mógł wykazać swoich umiejętności.

Pierwsze półrocze 2017 roku Vincius spędził w Anapolis-GO. Jak się później okaże, był to ostatni jego klub w Ameryce Południowej. Wkrótce potem czekała go przeprowadzka na Stary Kontynent.

W połowie 2017 roku trafił do portugalskiego Real SC, który rywalizował wówczas w LigaPro. To był pierwszy sezon, w którym 22-letni już Carlos mógł rozwinąć skrzydła i w pięknym stylu rozegrać sezon. Wystąpił na boisku 36 razy i zdobył dla swojego klubu 19 bramek. Niestety, mimo to Real SC zakończył rozgrywki ligowe na ostatnim miejscu, co w efekcie skutkowało spadkiem do Campeonato de Portugal. Ciekawostką niech będzie fakt, że w ciągu całego sezonu Real SC zdobył 47 bramek, a więc więcej niż 11 innych zespołów. Mimo wszystko defensywa drużyny przepuściła ich 61, co w znacznym stopniu przyczyniło się do porażki zespołu.

Talent młodego zawodnika został jednak doceniony przez władze innych klubów, i w efekcie zamiast spadku, Vinicius dostał szansę gry w najwyższej klasie rozgrywek Portugalii, w Primeira Liga. Wcześniej jednak został przejęty przez włoski SSC Napoli. Tam jednak Carlos nie zagrał, bowiem wypożyczenie do Rio Ave sprawiło, że w Portugalii spędził kolejne pół roku. W barwach zespołu wystąpił 14 razy i zdobył dla teamu 8 goli. Klub zakończył rozgrywki ligowe na 7. miejscu.

Pierwsze półrocze 2019 roku Vinicius spędził w Monaco, gdzie wystąpił w szesnastu spotkaniach strzelając dwa gole. Monaco broniło się przed spadkiem i ostatecznie zakończyło rozgrywki w Ligue 1 na bezpiecznym, 17. miejscu. Latem 2019 roku na mocy odstępnego w wysokości 17 milionów euro, brazylijski piłkarz podpisał kontrakt z Benficą Lizbona. Już w pierwszej kolejce zadebiutował w drużynie, wchodząc na boisko w 78. minucie spotkania z Ferreirą. Sześć minut później zdobył swoją pierwszą bramkę, ustalając wynik spotkania na 5:0.

1593423620877.png

fot. ojogo.pt

Vinicius jest obecnie najskuteczniejszym strzelcem w ekipie, co udowodnił strzelając jak dotąd 17 goli w 26 występach. Ten świetny wynik może być jeszcze poprawiony w dalszej części sezonu. Każda bramka będzie na wagę złota - Benfica obecnie jest wiceliderem Primeira Liga, ze stracą trzech punktów do FC Porto. Niewykluczone, że batalia o tytuł będzie rozstrzygać się do samego końca. Carlos Vinicius jest obecnie liderem strzelców ligi, a co ciekawe - jego kolega z drużyny, Pizzi, jest wiceliderem tej klasyfikacji. Ten zgrany duet ma spore szanse na końcowy sukces i tym samym obronę tytułu mistrzowskiego sprzed roku.

Co ciekawe, Vinicius przeważnie nie rozgrywa pełnych 90 minut meczu, a zasila szeregi zespołu po zmianach wykonywanych w trakcie meczu bądź wychodzi w podstawowym składzie po czym zostaje zmieniony. Tak było w ostatnich czterech spotkaniach rozegranych w tym miesiącu. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu dwóch bramek.
 
Otrzymane punkty reputacji: +148
successful 26,4K

successful

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
03/2016
Posty
2105
Bartosz Białek (Zagłębie Lubin)
W województwie opolskim, niespełna pięćdziesiąt kilometrów od Wrocławia, znajduje się trzydziestosześciotysięczne miasto Brzeg. Renesansowy Zamek Piastów Śląskich, gotyckie i barokowe kościoły, Brama Odrzańska, wieża ciśnień czy synagoga z końca XVIII wieku - wszystko to składa się na elementy godne zwiedzenia przy okazji wizyty w tym mieście.

Mówimy o tym nieprzypadkowo, bowiem Brzeg dba o aspekty sportowe. Obok znanego teamu koszykarek, jest siedzibą między innymi drugoligowej drużyny piłkarzy ręcznych czy futsalu, a także trzecioligowego klubu piłkarskiego Stal Brzeg. To tutaj swoją przygodę z piłką nożną rozpoczynał dobrze zapowiadający się zawodnik Zagłębia, Bartosz Białek.

Urodził się 11 listopada 2001 roku. Właśnie tym dniem datowane są pierwsze obchody rocznicy niepodległości w nowym wieku.

Bartosz Białek w Stali Brzeg zajął pozycję prawej obrony. Jakiś czas potem na trzy sezony przeszedł do MKS Oława, by wreszcie przed sezonem 2014/15 dołączyć do sekcji młodzieżowej Zagłębia Lubin. W ciągu pięciu lat gry dał się poznać jako sprawdzony, solidny zawodnik, któremu można powierzyć szansę gry w kadrze pierwszego zespołu tego klubu. W przeddzień swojej osiemnastki, a więc 10 listopada 2019 roku zadebiutował w spotkaniu z Rakowem Częstochowa, i lepszego prezentu na urodziny nie mógł sobie wymarzyć, bowiem od razu strzelił bramkę. Było to trafienie w 42. minucie dające lubinianom tymczasowe prowadzenie.




1592560989504.png

fot.: laczynaspilka

Finalnie mecz zakończył się remisem 2:2, ale już osiemnaście dni później walnie przyczynił się do zwycięstwa swojego zespołu. Dla Bartosza był to jednocześnie pierwszy występ w Ekstraklasie w zwycięskim meczu. Zagłębie pokonało na własnym stadionie Górnika Zabrze 2:0, a sam zainteresowany strzelił bramkę ustalającą wynik spotkania na 2:0.

Jakby było tego mało, w ostatniej kolejce starego roku Zagłębie podejmowało na własnym stadionie Legię Warszawa. Białek był jednym z bohaterów tego spotkania, gdyż swoim celnym trafieniem doprowadził do remisu 1:1, a w efekcie jego zespół odniósł bardzo cenne zwycięstwo.

Niedawno Zagłębie poniosło wyjazdową porażkę z Rakowem Częstochowa. Honorowego gola dla gości zdobył... Bartosz Białek. Zagłębie to zespół, z udziałem którego pada najwięcej bramek w lidze. Na przestrzeni 30 spotkań ligowych z udziałem Zagłębia padło w sumie 95 bramek, co daje bardzo wysoką jak na Ekstraklasę średnią 3,17 gola na mecz.

Bartosz nie ukrywał, że czuje się rozczarowany tym, że nie pomógł zespołowi przyczynić się do pozostania w grupie mistrzowskiej. Teraz muszą walczyć o pozostanie w Ekstraklasie, choć wydaje się, że dla Zagłębia winno to być formalnością. Mało kto jednak uważa, że może mieć sobie coś do zarzucenia. Wielce obiecujący start w Ekstraklasie powoduje, że już zaczynają interesować się nim zagraniczne kluby. Już teraz trochę na wyrost porównuje się go do wielkich polskich piłkarzy twierdząc zupełnie prawidłowo, że bardzo nieliczna garstka zawodników w swoim pierwszym sezonie w Ekstraklasie zdobyła więcej celnych trafień. Gorszy start mieli chociażby Arkadiusz Milik czy Dawid Kownacki.

Białek gra na pozycji napastnika. Ten wysoki, mający 191 cm wzrostu zawodnik w tym sezonie zdobył już osiem bramek w Ekstraklasie.
 
Otrzymane punkty reputacji: +80
successful 26,4K

successful

Moderator
Członek Załogi
Dołączył
03/2016
Posty
2105
Marko Dugandzic (Botosani)
Marko Dugandzic urodził się 7 kwietnia 1994 roku. Obecnie ma 26 lat. Swoją karierę piłkarską rozpoczął w rodzimym klubie Osijek. Pierwotnie grał w młodzieżówkach, aż wreszcie latem 2012 roku, krótko po skończeniu 18 lat, wszedł w szeregi pierwszego teamu Osijek. Tam jednak nie pograł zbyt wiele. Przez trzy sezony wystąpił tylko 11 meczach strzelając dla swojej drużyny trzy gole. W tak zwanym międzyczasie zaczęła interesować się nim włoska Ternana. Pierwotnie wypożyczony na pół roku, krótko później na mocy kontraktu za 150 tysięcy euro odstępnego, latem 2015 roku przeniósł się na stałe do Włoch i tym samym był jednym z graczy w serie B. Pograł tam dwa lata, występując w barwach drużyny 22 razy, ale jego przydatność do zespołu nie została doceniona przez działaczy. Jedyną bramkę dla zespołu strzelił 7 listopada 2015 roku, dziesięć minut po tym jak wszedł na boisko zastępując Fabio Ceravolo. Jak się okazało, był to gol na wagę zwycięstwa Ternany nad Pescarą, za co zresztą w kolejnym meczu również otrzymał szansę występu. Później jednak głównie grzał ławkę bądź nie był powoływany do składu, do w efekcie skończyło się faktem przeniesienia do włoskiej Matery latem 2017 roku.

Jak piłkarz grającej w serie C, Matery, Dugandzic występował kilkanaście miesięcy. Był to czas, w którym otrzymywał wielokrotnie szanse gry na boisku. Strzelił pięć goli, po czym przez cztery miesiące pozostawał bez klubu.

W październiku 2018 roku powrócił do Chorwacji i ponownie zasilił szeregi Osijek. Mimo to nie może tego okresu zaliczyć do udanych. W ciągu półtora roku wyszedł na boisko tylko sześć razy, nie strzelając żadnej bramki w spotkaniu ligowym, a co więcej - ani razu nie wystąpił przez pełne 90 minut meczu.

Na początku 2020 roku zasilił szeregi rumuńskiego Botosani i wszystko wskazuje na to, że wreszcie już wcale nie taki bardzo młody Marco może rozwinąć skrzydła. 16 stycznia zadebiutował w barwach klubu, rozgrywając towarzyskie spotkanie ze znaną nam dobrze Legią Warszawa. W 68. minucie podszedł do piłki ustawionej na jedenastym metrze i celnym strzałem pokonał Radosława Majeckiego, zdobywając wyrównującą bramkę. Ostatecznie mecz wygrała Legia 2:1, po dwóch bramkach zdobytych przez Jose Kante.


1594377287106.png
fot. fcbotosani.ro

Mecz z Legią to był początek bardzo dobrej passy chorwackiego napastnika. Dwa tygodnie później, 2 lutego, zadebiutował w oficjalnym meczu ligowym Liga 1, i przysłużył się zwycięstwu Botosani nad Chindią Targoviste, zdobywając jedną bramkę w spotkaniu w 89. minucie meczu. Później było już tylko lepiej - Dugandzic zdobywał bramki w każdym kolejnym spotkaniu - z FC Hermannstadt, Sepsi, Poli Iasi, a także dwie bardzo cenne bramki dające remis 2:2 u siebie z FCSB. Być może gdyby nie przerwa spowodowana koronawirusem, wspaniała skuteczność tego piłkarza trwałaby dalej. Jednak krótko po przerwie Botosani rozegrał mecz u siebie z CFR Cluj, i było to pierwsze spotkanie Dugandzicia, w którym wystąpił, a w którym nie zdobył gola. Czyżby przerwa miała być bezpośrednią przyczyną spadku formy piłkarza? Nic bardziej mylnego! Dwa kolejne spotkania, wyjazdowe mecze z Universitatea Craiova i Gaz Metan, to dwie kolejne bramki przedmiotowego napastnika. Przed sześcioma dniami w wyjazdowym meczu z FCSB Dugandzic bramki nie zdobył, a zatem był to jego dopiero drugi występ bez celnego trafienia.

Jak dotąd, Marko Dugandzic imponuje skutecznością, zdobywając osiem ligowych bramek w dziewięciu występach. Botosani zakończyło sezon zasadniczy na trzecim miejscu, tracąc zaledwie jeden punkt do wicelidera. Obecnie w grupie mistrzowskiej rozegrali sześć spotkań, ale tylko jedno, wyjazdowe z Gaz Metan, zakończyło się ich wygraną. Tracą tym samym 10 punktów do lidera.
 
Otrzymane punkty reputacji: +122